Kultura

Czy Paryż spłonął? Jak kino upamiętniło Notre Dame

„Dzwonnik z Notre Dame” (1996 r.) „Dzwonnik z Notre Dame” (1996 r.) Polityka
Paryż, wraz z katedrą Notre Dame, w kinie pojawia się często. Prawdopodobnie żadne inne miasto nie było tak chętnie i z taką fascynacją portretowane przez filmowców.
„Piękna i Bestia” (2017 r.)mat. pr. „Piękna i Bestia” (2017 r.)
„O północy w Paryżu” (2011 r.)mat. pr. „O północy w Paryżu” (2011 r.)
„Dzwonnik z Notre Dame” (1923 r.)mat. pr. „Dzwonnik z Notre Dame” (1923 r.)
„Amelia” (2001 r.)mat. pr. „Amelia” (2001 r.)

W zakończeniu filmu „Czy Paryż płonie?” (1966 r.), wysokobudżetowego widowiska historycznego w reżyserii René Clémenta, opowiadającego o wyzwoleniu stolicy w sierpniu 1944 r., wiwatujący Francuzi, rozdzierający nazistowską flagę, nie słyszą tytułowego pytania (przypisywanego ponoć samemu Adolfowi Hitlerowi), które pada po niemiecku ze słuchawki telefonu. Nic dziwnego. Ich radość z odzyskania wolności jest zbyt duża, by przejmować się tym jakże nieistotnym i niewyobrażalnym z ich perspektywy zdaniem. Pełnym ekstazy okrzykom towarzyszą wykonane z lotu ptaka zdjęcia, na których rozpościera się widok na majestatyczną budowlę, jaką pozostaje katedra Notre Dame, jeden z symboli miasta oraz perła gotyckiej architektury.

Notre Dame na ekranie, czyli najpierw najdroższe scenografie

Prawdopodobnie żadne inne miasto – może z wyjątkiem Nowego Jorku – nie było tak chętnie i z taką fascynacją portretowane przez filmowców, zarówno europejskich, jak i amerykańskich, co Paryż. I choć to pewnie Wieża Eiffla – jako najbardziej ikoniczny obiekt w całym kraju – pojawiała się częściej na ekranach, średniowieczna budowla z charakterystyczną i rozpoznawalną na świecie fasadą także doczekała się hołdu uwiecznionego na taśmie (we wspomnianym obrazie Clémenta to jej w napisach końcowych, a nie jakiemukolwiek innemu paryskiemu zabytkowi, zostaje poświęcona znaczna część rolki).

Zanim jednak przedstawiciele nowej fali wyszli z kamerami na ulice, by na wzór włoskich neorealistów rejestrować miejskie życie na gorąco i pokazać katedrę choćby w „Do utraty tchu” (reż. Jean-Luc Godard, 1960 r.), którego bohaterowie mieszkają w jej cieniu, najpierw, zgodnie z obowiązującymi realiami, dekorację odtwarzano w studiu. Tak było m.in. w przypadku oscarowego „Amerykanina w Paryżu” (1951 r.) Vincente Minnellego, w którym para zakochanych, Lise Bourvier (Leslie Caron) i Jerry Mulligan (Gene Kelly), tańczy nad Sekwaną, niemalże u stóp budowli, do piosenki „Our Love Is Here to Stay”.

Tak było również we wszystkich pochodzących z okresu klasycznego (i wcześniejszych) adaptacjach „Katedry Marii Panny”, powieści Wiktora Hugo datowanej na pierwszą połowę XVIII w., znanej także jako „Dzwonnik z Notre Dame”. Do wersji Wallace’a Worsleya z 1923 r., w której w rolę Quasimodo wcielił się Lon Chaney (jeden z najbardziej charakterystycznych aktorów epoki niemej, który do perfekcji wręcz opanował tajniki charakteryzacji), wytwórnia Universal w ciągu sześciu miesięcy zbudowała wierną replikę świątyni (i nie tylko, bo także ulic i placów dookoła), chwaląc się jednocześnie, iż jest to „największe osiągnięcie architektoniczne w historii ruchomych obrazów”. Podobnie uczyniło RKO w 1939 r., przygotowując się do realizacji ekranizacji w reżyserii Williama Dieterle, w której główny bohater, grany przez Charlesa Laughtona, wygłasza przejmujący pean na cześć obiektu, nazywając go triumfalnym monumentem przeszłości. Nawet Francuzi, mając oryginał tuż pod nosem, stworzyli na potrzeby „Dzwonnika z Notre Dame” (1956 r.) Jeana Delannoya z Anthonym Quinnem jedną z najdroższych scenografii w dziejach kina znad Sekwany.

Adam Szostkiewicz: Matka Boża w płomieniach

Paryż, tło kinowych romansów

Gdzie indziej mogłaby się odbyć jedna z walk gotyckiego horroru „Van Helsing” (reż. Stephen Sommers, 2004 r.) z Hugh Jackmanem w tytułowej roli, jeśli nie na dachu katedry Notre Dame, tym samym, który doszczętnie spłonął? To w jej wnętrzach filmowa Amelia (Audrey Tautou) w utworze Jean-Pierre’a Jeuneta z 2001 r. od najmłodszych lat modliła się o brata, a spotkało ją zgoła coś innego.

Budowli sporo uwagi, być może najwięcej, poświęcili twórcy kinowych romansów, czyniąc z niej jeden z najważniejszych punktów nie tylko na mapie Francji, ale i całej Europy. Trochę na zasadzie takiej, że miłość może i nie zawsze kroczy tymi samymi ścieżkami, ale ostatecznie tło ma bardzo podobne.

Zakochani bohaterowie ze skłonnościami do nostalgii – nie tylko ci, którzy darzą uczuciem drugiego człowieka, ale także miasto i przeszłość – prędzej czy później trafiają na swojej drodze na katedrę Notre Dame. Wystarczy wspomnieć neurotycznego i tęskniącego za tym, co nie ma prawa już wrócić, Gila Pendera (Owen Wilson) z magicznego „O północy w Paryżu” (2011 r.) Woody’ego Allena. Albo Reggie (Audrey Hepburn) i Petera (Cary Grant), którzy w okolicy świątyni nie tylko rozmawiają o morderstwie jej męża w sensacyjnej i zrealizowanej w iście Hitchcockowskim stylu „Szaradzie” (1963 r.) Stanleya Donena, ale również pozwalają kiełkować uczuciu pomiędzy nimi.

To patrząc na kościół-matkę, by użyć określenia samego Hugo, wspaniałe chwile w Paryżu, po dziewięciu latach rozłąki, przeżywają Celine (Julie Delpy) i Jesse (Ethan Hawke) w „Przed zachodem słońca” (2004 r.), drugiej części trylogii Richarda Linklatera. Nomen omen to właśnie podczas ich rozmowy w trakcie przemierzania łodzią rzeki padają profetyczne i cytowane dziś w mediach społecznościowych słowa bohaterki, jakoby któregoś dnia katedra i tak miała zniknąć. Wszystko to w odpowiedzi na – prawdziwą bądź nie – idealistyczną historię opowiedzianą przez mężczyznę, w której oczarowany pięknem katedry nazistowski żołnierz nie był w stanie zdetonować podłożonych pod nią ładunków wybuchowych.

Czytaj także: Płonie jeden z najważniejszych symboli Francji

Kino oddało cześć katedrze Notre Dame

I choć sporo miejsca poświęcono ponadosiemsetletniej Notre Dame w historii kina, niewykluczone, że to studio Disneya w największym stopniu przyczyniło się do jej najdoskonalszego uwiecznienia i upamiętnienia. I to na gruncie animacji, znacznie lepiej niż niejeden dokument, jak uważają niektórzy, co wynika najpewniej z faktu, iż musical „Dzwonnik z Notre Dame” (reż. Kirk Wise, Gary Trousdale, 1996 r.), luźno inspirowany dziełem Hugo, miał zdecydowanie najszerszy zasięg, zyskując tym samym największą popularność spośród wszystkich wymienionych obrazów. Wytwórnia zresztą często, podobnie jak miliony turystów z całego świata, wraca do tego miejsca, dając mu trochę ekranowego czasu w innych swoich filmach, o czym świadczą „Aryskotraci” (1970 r.) Wolfganga Reithermana, „Ratatuj” (2007 r.) Brada Birda czy całkiem niedawna iteracja „Pięknej i Bestii” (2017 r.) Billa Condona.

Może to marna pociecha, ale nawet jeśli przez najbliższe lata podróżującym do Paryża nie będzie dane zwiedzać wnętrza katedry Notre Dame, pozostaje im kino, które już przecież zdążyło oddać jej należną cześć.

Reklama

Czytaj także

Świat

NIEMCY: Berlin ciągnie do Moskwy

Osiem dekad po pakcie Ribbentrop-Mołotow w Niemczech rośnie presja na kolejną odwilż w relacjach z Rosją. Działania polskiego rządu raczej nie studzą tego zapału.

Adam Krzemiński
02.09.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną