Osoby czytające wydania polityki

„Polityka” - prezent, który cieszy cały rok.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Kultura

Komedię trzeba grać jak dramat. Wspominamy Jana Kobuszewskiego

Jan Kobuszewski Jan Kobuszewski Forum
Zmarł Jan Kobuszewski, aktor wybitny, zwłaszcza w komedii, i kochany przez widzów. Dla polskiego kina jest może kimś takim jak Kobieta pracująca Ireny Kwiatkowskiej dla serialu „Czterdziestolatek” – symbolem przywołującym ciepłe uczucia.

Najpiękniej może napisała o nim Agnieszka Osiecka w „Fotonostalgii”: „Kobuszewski jest graficzny. Powinny wszędzie wisieć plakaty, obrazy i znaki drogowe z postacią Kobuszewskiego w tańcu. Powinien powstać serial filmów animowanych pod tytułem »Przygody młodego znaku zapytania«, a w roli znaku zapytania powinien wystąpić Jan Kobuszewski. Powinien być prowadzony w szkole teatralnej i filmowej specjalny kurs pt. »Fenomen aktorstwa Jana Kobuszewskiego«, ponieważ to jest aktorstwo, które zaprzecza wszelkim banalnym kanonom. Kanony powiadają, że nie powinno się przerysowywać, robić małpy, wyginać we wszystkie strony i śmiać się z własnych dowcipów, a Janek K. przegrywa, wygina i robi, a mimo to jest cudowny. Powinien, krótko mówiąc, narodzić się reżyser filmowy, który by życie poświęcił kręceniu komedii z Kobuszewskim, ponieważ warto. Tak się jednak nie stało i Janek Kobuszewski jest zmarnowanym Chaplinem polskiego kina”.

Nawet jeśli poetka ma rację – Kobuszewski na dużym ekranie pojawiał się głównie w rolach epizodycznych – to te role często wzbudzały większy entuzjazm i zapadały mocniej w pamięć niż role gabarytowo większe. Kobuszewski dla polskiego kina jest może kimś takim jak Kobieta pracująca Ireny Kwiatkowskiej dla serialu „Czterdziestolatek” – symbolem przywołującym ciepłe uczucia, wywołującym ciepły uśmiech.

Czytaj także: Jak zmieniają nas seriale

Wężykiem, Jasiu, wężykiem

Wystąpił w ponad 30 filmach i w 2 tys. programów telewizyjnych. I to z tych drugich jest najbardziej znany. W 1963 r. wystartował pierwszy cykliczny telewizyjny program satyryczny „Wielokropek”, którego był współgospodarzem. Skecze z jego udziałem z Kabaretu Dudek czy Kabaretu Olgi Lipińskiej należą do klasyki gatunku. Kto się nie uśmiecha, gdy słyszy, niekoniecznie z ekranu, bo powiedzenie weszło do języka potocznego: „wężykiem, Jasiu, wężykiem”? Tworzył niezapomniane duety estradowe z Wiesławem Gołasem, z Wiesławem Michnikowskim, z Edwardem Dziewońskim. Przez lata wcielał się w ekscentrycznego Dziadka Jacka Marię Poszepszyńskiego w cudownej parodii radiowej telenoweli Jacka Janczarskiego i Macieja Zembatego (130 odcinków).

Karierę teatralną zaczynał od ról dramatycznych, ale górę wziął talent komediowy, o którym często pisze się, że jest rzadko spotykanym połączeniem żywej vis comica z lirycznością spod znaku Ildefonsa Gałczyńskiego. Występował w teatrach warszawskich – w Teatrze Narodowym stworzył m.in. postać Mefistofelesa w „Kordianie” w reż. Kazimierza Dejmka w 1965 r. czy tytułowego Jana Macieja Karola Wścieklicę w sztuce Stanisława Ignacego Witkiewicza w reż. Wandy Laskowskiej rok później.

O tej drugiej kreacji tak pisał Jan Kłossowicz w „Teatrze”: „Kobuszewski w pełni wykorzystuje tutaj swoją vis comica. Ale nie stanowi to o największej wartości jego gry. Najlepszy jest wtedy, kiedy przełamuje ten styl, kiedy z rozbuchanego Wścieklicy wyłazi nagle zmęczony i smutny człowiek. Odarty z dostojnej sukmany, drżący w kusej koszulce przyszły Prezydent Rzeczypospolitej. Tu niemal przypomina się rozebrany Papież z brechtowskiego »Życia Galileusza«”.

Czytaj także: Z czego śmieją się Polacy

Jak to jest z komediowością

W 1976 r. związał się z warszawskim Teatrem Kwadrat, gdzie można go było zobaczyć jeszcze kilka lat temu. O jego Rotmistrzu w „Damach i huzarach” Fredry w reż. Edwarda Dziewońskiego pisał rok później Wojciech Natanson w „Życiu Warszawy”: „Dziki, prostolinijny, niesamowity. Reaguje jak wielkie dziecko. Od pierwszej chwili daje ton nieomylny i konsekwentny”.

Zachwyt wzbudził jego Lis w jednoaktówkach Sławomira Mrożka w reż. Andrzeja Zaorskiego z 1981 r.: „Lis sceptycyzmu i przystosowania”. W 1991 r. wystąpił w Teatrze Narodowym jako Lucky w „Czekając na Godota” Becketta w reż. Antoniego Libery. Nie udało mu się spełnić marzenia o zagraniu Cyrano de Bergerac. Za to w 1983 r. zagrał Pantalona w „Słudze dwóch panów” Goldoniego w reż. Waldemara Matuszewskiego w Teatrze Na Woli i w Teatrze Kwadrat 20 lat później.

Wielkim hitem były „Dwie morgi utrapienia” Marka Rębacza, które wyreżyserował i w których zagrał główną rolę upartego chłopa – poszło przy nadkompletach ponad pół tysiąca razy. A także kultowe „Rozmowy przy wycinaniu lasu” Stanisława Tyma z premierą w 1984 r. „Największy aplauz wzbudzają rzecz jasna Jan Kobuszewski jako Siekierowy i Mieczysław Czechowicz w roli Gajowego. Dwa urocze głuptasy, okropnie przy tym groźne i ważne” – relacjonowała na gorąco Magdalena Pawlicka w „Stolicy”.

Jego przepis na dobrą komedię? Zdradził go Jolancie Ciosek: „Z komediowością jest, proszę pani, tak, że człowiek musi do niej przywyknąć. Pierwszy swój występ w »Dudku« wspominam jako koszmar, ale z czasem poznałem specyfikę bycia aktorem komediowym i powolutku. Co prawda nie doktoryzowałem się w komedii, ale jedno wiem na pewno: grając rolę komediową, nie wolno błaznować, lecz grać ją jak najwyższych lotów dramat”.

Czytaj także: Poczucie humoru ułatwia życie

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

null
Społeczeństwo

Psychologowie są dziś wszędzie i zajmują się wszystkim. Czy słusznie? I kto się zajmie nimi?

Transport, policja, szpitale, marketing, reklama, sądownictwo, media, polityka, a wkrótce każda polska szkoła – gdzie się obejrzeć, tam psycholog. Czy współczesna wiedza psychologiczna pozwala im brać na swoje barki aż takie obciążenia?

Ewa Wilk
25.02.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną