Kultura

Tokarczuk i Handke dowiedli, że literatura ma wielką moc

Olga Tokarczuk i Peter Handke w Akademii Szwedzkiej w Sztokholmie Olga Tokarczuk i Peter Handke w Akademii Szwedzkiej w Sztokholmie Jonas Ekstromer / EAST NEWS
To wielka sztuka, że bardzo różni czytelnicy mogli się odnaleźć w tekście Olgi Tokarczuk. Różne jego fragmenty poruszały czułe struny. Było w obu mowach sporo punktów wspólnych.

Wykład noblowski odbywa się w Akademii Szwedzkiej w sali, w której co roku ogłasza się werdykt – w tle są te słynne drzwi, tym razem zamknięte. Jest i balkon, na którym bardzo rzadko pojawia się król z rodziną. Na tegorocznych wykładach go nie było. Najpierw publiczność czekała, zerkając na siebie nawzajem. Byli goście Akademii, goście Petera Handkego (wśród nich reżyser Emir Kusturica) i goście Olgi Tokarczuk.

Podniosłą ciszę i powagę na chwilę rozładował dzwoniący znienacka telefon. Potem otworzyły się drzwi i weszli członkowie Akademii i wreszcie dwoje noblistów wprowadzonych przez sekretarza. Olga Tokarczuk przemawiała pierwsza. I tu wzruszenie – język polski, który wybrzmiewał w tej sali. Można było wyobrazić sobie w tym samym miejscu Miłosza i Szymborską. Oprócz głosu Tokarczuk słychać było szelest przewracanych kartek, bo każdy mógł śledzić wykład w swoim języku.

Tokarczuk o świecie we fragmentach

Wykład Olgi Tokarczuk nie miał transmisji telewizyjnej, ale w dzisiejszych czasach to nie przeszkodziło, żeby była dobrze słyszana w Polsce. Ludzie dzielili się transmisją na YouTube, słuchali w TOK FM, oglądali na Onecie i innych portalach, a potem dzielili się fragmentami mowy. Tekst okazał się rewelacyjnie pojemny. To wielka sztuka, że bardzo różni czytelnicy mogli się w nim odnaleźć, różne jego fragmenty poruszały czułe struny, choćby połączenie literatury i właśnie czułości: „Literatura jest zbudowana na czułości wobec każdego innego od nas bytu. To jest podstawowy psychologiczny mechanizm powieści. Dzięki temu cudownemu narzędziu, najbardziej wyrafinowanemu sposobowi ludzkiej komunikacji, nasze doświadczenie podróżuje poprzez czas i trafia do tych, którzy się jeszcze nie urodzili, a którzy kiedyś sięgną po to, co napisaliśmy, co opowiedzieliśmy o nas samych i o naszym świecie”.

To była też opowieść o pokawałkowanym świecie, w którym wszyscy mamy już poczucie, że „coś jest nie tak”. Nadmiar informacji i śmietnik internetu nie sprzyjają wcale rozumieniu świata – spełnione marzenie o pełnej wiedzy okazało się przekleństwem. „Od jakiegoś momentu w swoim życiu zaczynamy widzieć świat we fragmentach, wszystko osobno, w kawałkach odległych od siebie niczym galaktyki, a rzeczywistość, w jakiej żyjemy, w tym nas upewnia”.

Szukamy i czujemy potrzebę opowieści scalających i takich, które wyjdą poza opowieść w pierwszej osobie: „Czy możliwa jest taka opowieść, która wyszłaby poza niekomunikatywne więzienie własnego »ja«, odsłoniła większy obszar rzeczywistości i ukazała wzajemne związki? Która umiałaby się zdystansować od udeptanego oczywistego i banalnego centrum »powszechnie podzielanych opinii« i potrafiła spojrzeć na sprawy eks-centrycznie, spoza centrum? Cieszę się, że literatura cudownie zachowała sobie prawo do wszelkich dziwactw, do fantasmagorii, prowokacji, do groteski i wariactwa”.

Czytaj także: Tokarczuk szuka sensu w czasach chaosu

Tęsknota, mit i baśń o imbryku

Literatura ma taką moc – mówiła dalej Tokarczuk. Powróciła też do pierwszych wyobrażeń dziecięcych o tym, że świat rzeczy jest podobny do świata ludzi, że rzeczy czują tak jak my – jak w baśni Andersena o imbryku. Czy do dziecięcego wyobrażenia o matce ze zdjęcia, która tęskni za nią, choć ona się jeszcze nie urodziła. „Jak możesz do mnie tęsknić, skoro mnie jeszcze nie ma? – pytałam. Wiedziałam już, że tęskni się za kimś, kogo się utraciło, że tęsknota jest efektem straty. – Ale może też być odwrotnie – odpowiadała. – Jeżeli się do kogoś tęskni, to on już jest”.

Tokarczuk powróciła też do mitu, opowieści scalającej, podstawowej dla ludzkości. Jej mowa miała wiele punktów wspólnych z późniejszą mową Petera Handkego.

Człowiek jest częścią czegoś większego

Może się wydawać, że to połączenie noblistów jest kłopotliwe – polityczny kontekst nagrody dla austriackiego pisarza tutaj w Sztokholmie dominuje w relacjach i komentarzach prasowych. Z drugiej strony ta nagroda stawia dziś podstawowe pytania o zależność dzieła i poglądów twórcy. Trzeba pamiętać, że dzisiejsza rzeczywistość sprzyja ferowaniu szybkich wyroków bez znajomości rzeczy. Niewiele osób w Polsce czytało Handkego, niewielu zna szczegóły sprawy (w której duże znaczenie ma dla pisarza różnica między słowami „bratobójstwo” i „ludobójstwo”), natomiast prawie każdy ma na jego temat stanowczą opinię.

Oba teksty noblistów mówiły o człowieku, który jest częścią czegoś większego, potężniejszego – natury. I musi widzieć siebie na tym tle. Handke podobnie jak Tokarczuk zaczął od postaci matki i jej opowieści, które ukształtowały go jako pisarza: „Być może opowiadała je również mojemu rodzeństwu. We wspomnieniach jestem jednak jej jedynym słuchaczem”. Mówił o dzieciństwie na słoweńskiej wsi (o nazwie Stara Wieś) z II wojną światową w tle.

Petera Handkego wołanie o pojednanie

U źródeł jego literatury są też pieśni (ale i piosenki Johnny’ego Casha). Powrócił do niezwykle ważnego dla siebie, towarzyszącego mu od dzieciństwa rytmu litanii do Matki Boskiej, którą cytował po słoweńsku: „Mati Stvarnikova – prosi za nas, Mati Odresenikova – prosi za nas”. Kiedy czytał tę litanię, kilka osób z publiczności płakało. Miało się wrażenie, że w tle gdzieś było wołanie o pojednanie.

Mówił też o swojej wizji literatury, w której pisarz nie musi bezpośrednio trafić do celu, w której niepowodzenie należy do „gry”, jest częścią sztuki. Na koniec przywołał wiersz szwedzkiego noblisty Tomasa Tranströmera. Poezja spajała jego całą mowę, która sama była w gruncie rzeczy przejmującym poematem prozą.

Drugi dzień tygodnia noblowskiego należał do literatury, która ma moc.

Czytaj także: Olga Tokarczuk daje nadzieję, że ocalejemy

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Niezbędnik

Nauki mistrza Kongfuzi

Chiński komunizm chciał odesłać nauki mistrza Kongfuzi na śmietnik historii, ale sam schodzi ze sceny. Za to autorzy azjatyckiego cudu gospodarczego chętnie kłaniają się duchowi Konfucjusza.

Adam Szostkiewicz
05.11.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną