Kręcili w lasach kanadyjskiego Quebecu. Otoczoną palisadowym murem francuską osadę Wobik, w której i wokół której toczy się duża część akcji, zbudowali z drewna wedle reguł z końca XVII w. Na zoomowym, jak wszystkie teraz, spotkaniu z dziennikarzami przed premierą Elwood Reid, twórca „Drwali”, nieco żartem tłumaczył, że choć udało im się zdążyć ze zdjęciami przed pandemią, to właściwie ich serial mógłby powstać i pod obecnymi koronawirusowymi rygorami. – Scen we wnętrzach jest niewiele, w większości akcja dzieje się w lesie, a tam zarazki tak łatwo się nie przenoszą. Do tego kręciliśmy w dużym oddaleniu od skupisk ludzkich, praktycznie odizolowani od świata. Może seriale plenerowe to będzie przyszłość telewizji?
Jego aktorzy dzielili się doświadczeniem chodzenia po lasach, w upale, w kostiumach z epoki. David Thewlis – pamiętny Paul Verlaine z „Całkowitego zaćmienia” Agnieszki Holland, prof. Lupin z ekranizacji „Harry’ego Pottera”, a ostatnio demoniczny V.M. Varga z serialowego „Fargo” – opowiadał: – Było gorąco, pełno komarów, my w kostiumach z epoki, hektolitry potu... To było strasznie męczące, ale okazało się też ostatecznie dobre, bo tym chodzeniem po górach wyrobiłem sobie formę. Podziwiałem krajobrazy, bo jestem z północnej Anglii i na co dzień znam głównie deszczowe, paskudne ulice Manchesteru.
A potem niespodziewanie zaczął padać śnieg i przykroił produkcję, zdradza laureatka Oscara Marcia Gay Harden w wywiadzie dla theplaylist.net, z dziesięciu do ośmiu odcinków. Jednocześnie potwierdzając główne tezy serialu, które Elwood Reid wykładał tak: – To serial o początkach cywilizacji w bardzo srogim, nieprzyjaznym środowisku. Ludzie, uchodźcy z różnych miejsc w Europie, przybywają do Nowego Świata z nadzieją na znalezienie szczęścia.