Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Kultura

Ten Bowie nam się należał

Bowie u Klaty

Günter Franzmeier jako kosmita Newton w wiedeńskim wystawieniu „Lazarusa”, 2018 r. Günter Franzmeier jako kosmita Newton w wiedeńskim wystawieniu „Lazarusa”, 2018 r. Leonhard Foeger/Reuters / Forum
Musical „Lazarus” – ostatnie, obok płyty „Blackstar”, dzieło Davida Bowiego – można od 26 września oglądać we wrocławskim Teatrze Capitol. Reżyser Jan Klata uważa, że pandemia i polityka nadają mu nowy kontekst.
Plakat z Davidem Bowiem zapowiadający polską wersję musicalu.Gavin Evans/Polityka Plakat z Davidem Bowiem zapowiadający polską wersję musicalu.

Fabuła „Lazarusa”, w którą wplecione zostało 18 piosenek Bowiego, opowiada o kosmicie, który przybył na Ziemię z misją znalezienia ratunku dla pozostawionej na pustynniejącej planecie – domu rodziny. Ale utknął w Ameryce, wegetuje w luksusowym apartamencie, odizolowany od świata, zamknięty we własnej głowie, we wspomnieniach i marzeniach o ucieczce w gwiazdy, choćby jego rakieta miała być jednocześnie jego trumną.

Jan Klata podczas prób nad musicalem we wrocławskim Capitolu zauważa wiele analogii do naszej rzeczywistości. – Sytuacja polityczno-społeczna zmierza w takim kierunku, tak nam tu wszystko brunatnieje, że surrealistyczna wizja, żeby się z tej naszej cudownej Polski wystrzelić w kosmos, przynosi pewną ulgę, żeby nie powiedzieć nadzieję – ironizuje. A poważniej dodaje: – Bowie i Enda Walsh stworzyli sytuację izolacyjną, opowiadają o abdykacji z bycia w relacjach z innymi osobami, pogrążaniu się w wielopiętrowych wizjach. I o próbach przełamywania tego potem, o irracjonalnym, wydawałoby się, pragnieniu, żeby zbudować rakietę i wrócić do siebie. I jeszcze na dodatek, żeby tam, gdzie się wróci, nie zastać totalnej ekologicznej katastrofy, nie zobaczyć swoich bliskich wysuszonych na wiórek.

Klata – nazywany didżejem polskiego teatru, bo swoją metodę reżyserską nazywa „skreczowaniem mentalnym”, a muzyka w jego spektaklach odgrywa tak wielką rolę, że czasem można je wziąć za rozciągnięte wideoklipy – jest wielkim fanem Bowiego. „Lazarus” to jego drugie podejście do spotkania z tym artystą. – To było w środku mojego pięcio- czy sześcioletniego okresu bezrobocia po studiach – wspomina. – Gruchnęła wiadomość, że David Bowie przyjedzie po raz pierwszy do Polski.

Polityka 39.2020 (3280) z dnia 22.09.2020; Kultura; s. 70
Oryginalny tytuł tekstu: "Ten Bowie nam się należał"
Reklama