Oferta na pierwszy rok:

4 zł/tydzień

SUBSKRYBUJ
Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 11,90 zł!

Subskrybuj
Kultura

Tylko nie „kwiatuszku”. Rozmowa z laureatką konkursu APH

Z wystawy finałowej Artystycznej Podróży Hestii w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie Z wystawy finałowej Artystycznej Podróży Hestii w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie mat. pr.
Chciałam w niezbyt pompatyczny sposób zwrócić uwagę na stereotypowe traktowanie kobiet – mówi Julia Woronowicz, laureatka tegorocznej edycji konkursu Artystyczna Podróż Hestii.

ALEKSANDER ŚWIESZEWSKI: Czy w ogóle brałaś zwycięstwo pod uwagę? A może wiadomość o wygranej w konkursie Artystyczna Podróż Hestii była jak grom z jasnego nieba?
JULIA WORONOWICZ: Nie myślałam za dużo o tym, że mogę wygrać. Słyszałam, że praca się wyróżnia i nie trzeba czytać opisu, żeby zrozumieć, o co w niej chodzi – ale nie brałam tego aż tak na poważnie. Bardzo się cieszę i jestem niezmiernie wdzięczna za podwójne wyróżnienie.

Tytuł laureatki zapewniła ci praca wideo „Kwiatuszku”. Na filmie okładasz pięściami i pałką worek treningowy, który wygląda jak stokrotka. Co chcesz przekazać?
Pierwszym skojarzeniem, które zainspirowało mnie do zrobienia pracy, jest powiedzenie, że kobiety nie można uderzyć nawet kwiatkiem. Chodziło o to, żeby przewrócić cały ten frazes, że jesteśmy takie delikatne i potrzebujemy pomocy, do góry nogami. Że kobieta jest istotą bardzo kruchą i sama nie da sobie rady. Ubrana niepozornie w białą sukienkę uderzam właśnie w to zdanie: w powód traktowania mnie niepoważnie. Chciałam w niezbyt pompatyczny sposób zwrócić uwagę na stereotypowe traktowanie kobiet. Umniejszanie ich siły fizycznej, psychicznej, a także w wymiarze społecznym.

Czytaj też: „Jesteśmy obecni”. Finałowa wystawa APH

Symbolicznie uderzasz w stereotyp?
Oczywiście można tak powiedzieć. Wideo kończy się w ten sposób, że uderzam, ale ostatecznie nie rozwalam stereotypu. Jest to myślenie głęboko zakorzenione w naszej kulturze.

Czy inspiracją były wydarzenia zeszłej jesieni i masowe protesty?
Na pewno. Równolegle ze strajkami robiłam dyplom związany z amazonkami i mastektomią. Jesień to był czas silnych i niezależnych kobiet, które mocno zaistniały w przestrzeni publicznej – w Polsce zarezerwowanej dla mężczyzn. Jednocześnie starałam się, żeby to nie była praca polityczna i raczej uderzała w kulturowy aspekt postrzegania kobiety.

Czyli to nie jest sztuka polityczna.
Tak, a sam tytuł „Kwiatuszku” odnosi się do catcallingu, czyli innego aspektu umniejszania roli kobiet. Odmawiania im powagi i prawa do równego traktowania. Zwracania się do nich właśnie per „kwiatuszku”, „skarbeczku” czy „złotko”. Korzystania z tych wszystkich upupiających słów. Z drugiej strony mogę zaproponować spojrzenie na mój film jako bitwę człowieka z naturą – komentarz do nadchodzącej katastrofy ekologicznej. Ale moja ulubiona interpretacja pracy to po prostu promocja sportu.

Jury stwierdziło, że twoja praca to „gest, który ma moc tworzenia nowych relacji”.
Jeśli inni tak uważają, to pozostaje mi się cieszyć, że taki jest odbiór.

W konkursie są same laureatki i ani jednego laureata. Znak czasu, czysty przypadek?
Wierzę bardzo mocno, że prace świadczą o wygranej i osoby nagrodzone po prostu się wyróżniały albo pasowały do wizji jury. Przypadek, który faktycznie wpisuje się w ducha czasu. Aczkolwiek moim faworytem był Piotr Mlącki z renesansową mapą o Polsce w centrum świata.

Czytaj też: O czym krzyczą artyści awangardowi

Jury w uzasadnieniu dodaje, że największym zagrożeniem dla przyszłości są stereotypy i przyzwyczajenia.
Te dwie sprawy rzeczywiście sprawiają, że zmiany zachodzą wolniej, niż jest to możliwe. Niepoważne traktowanie kobiet przeszkadza w zmianach, które muszą nadejść i nadchodzą. Mimo oporu wielu osób, które chcą zachować stary porządek.

Jakie polskie artystki najbardziej cenisz?
Monikę Mamzetę, z którą miałam przyjemność w tym roku rozmawiać o kobiecości i pomnikach. Zwłaszcza jej prace wideo. Prócz tego bardzo inspirują mnie dziewczyny z Turnusu: Marcelina Gorczyńska, Kama Falęcka i Misia Sobieraj, organizujące cykliczne wydarzenia związane z wypoczynkiem i relaksem. Za każdym razem w nowy, przewrotny sposób. Ostatnio sprzedawały swój sprej na komary. Kocham też gorącą miłością pracę „Interneturniej malarski” Martynki Modzelewskiej.

A artystki zagraniczne?
Pipilotti Rist. Moja ulubiona praca to ta, w której w niebieskiej sukience rozbija boczne szyby w samochodach. Słyszałam, że „Kwiatuszku” w jakiś sposób do niej nawiązuje. A skoro jeszcze jestem przy tym temacie, to muszę powiedzieć, że nie dałabym rady wykonać tego projektu samodzielnie. Chciałabym podziękować Dorocie Czekalskiej i jej mamie za pomoc przy stworzeniu worka-stokrotki, Maksowi Rzontkowskiemu za montaż i Staszkowi Lobie za pracę operatorską.

Właśnie skończyłaś studia. Z czym opuszczasz mury Akademii Sztuk Pięknych? Pełna nadziei czy wątpliwości?
26 czerwca w Sinfonii Varsovi wezmę udział w wystawie z finalistkami Hestii: Anią Grzymałą i Mają Janczar. Wystawa, na którą zapraszam, nazywa się „Wojna biało-czerwona: baśnie ursynowskie w domu polskim” i jest próbą skomentowania naszej polskiej współczesności – przestrzeni konfliktu i napięć. Mam w planach również dużą wystawę o alternatywnej historii Polski z młodą i wspaniałą kuratorką Małgorzatą Król, założycielką magazynu „BOX”. Oprócz tego zdaję na kolejne dwuletnie studia, tym razem w Poznaniu. Mam zamiar stworzyć konkretną grę komputerową. Będę też pewnie głównie malować obrazy. Taki mam plan dalszego rozwoju artystycznego, może na pograniczu zarobkowym i szerzenia własnej estetyki wizualnej. Robię również tatuaże, to jakaś działalność, która pozwala na normalne ekonomiczne funkcjonowanie.

Jesteś kolejną osobą, która wygrała APH i zajmuje się tatuażami.
Najbardziej lubię rysować, dlatego zdecydowałam się pójść na rzeźbę. Rysunek jest działaniem 2D, a rzeźba 3D. Pomyślałam, że jak pójdę na rzeźbę, to zrozumiem trzy wymiary i będzie mi łatwiej właśnie w dwóch. Nadal rysuję, żeby się odprężyć, kiedy jest gorzej i mam chwile zwątpienia. Rysowanie to filar i relaks. Mam strasznie dużo rysunków. Od kilku lat słyszałam od ludzi, że mogliby mieć coś takiego na ciele. I trzy lata temu kupiłam sobie pierwszą maszynkę. Szukam kolejnych mediów do wykonywania tego, co lubię robić.

Czytaj też: Sztuka wirtualna i cyfrowa

Myślisz, że nagroda będzie dla ciebie punktem zwrotnym?
Byłoby super. Obserwatorzy w mediach społecznościowych pokazują mi, jak duże zasięgi ma ten konkurs i jak wiele osób patrzy na decyzje jury. Ale za wcześnie, żeby mówić o jakichś konkretnych benefitach.

Przed tobą rezydencja w Nowym Jorku. Czego się spodziewasz?
Mam tam rodzinę i kilka razy byłam na miejscu. To nie będzie mój pierwszy raz, ale cieszę się, że wreszcie nie jadę jako turystka i do rodziny, ale w związku z pracą. Przez co łatwiej mi będzie poznać ludzi, którzy robią podobne rzeczy. Będę mogła spojrzeć na Nowy Jork z perspektywy artystki.

Pod jaki adres wybierzesz się najpierw?
Pojadę na Greenpoint zobaczyć, jak teraz wygląda.

Sądzisz, że twoja sztuka jest w stanie coś zmienić w naszej rzeczywistości?
Dużo o tym myślę. Stąd decyzja o przeprowadzce na studia do Poznania. Gra komputerowa jest czymś, co wychodzi poza bańkę artystyczną i łączy osoby z różnych środowisk. Zamiast oczekiwać, że więcej osób przyjdzie do muzeum czy galerii, chcę się zastanowić, jak zaangażować więcej osób, nie oczekując, że same się zaangażują. Zobaczymy, czy się uda.

Czytaj też: Jaka jest i jaka będzie sztuka

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

null
Kraj

Robert Biedroń i Krzysztof Śmiszek: duet lewicy na eksport? Aż tak różowo nie jest

Grający teraz głównie na siebie i swego partnera Robert Biedroń coraz bardziej ciąży swojej formacji. I choć na lewicy mówi się o kolejnym projekcie zjednoczeniowym, stanie się to zapewne bez Biedronia i Śmiszka, którzy ponoć mają inne plany na życie.

Rafał Kalukin
17.05.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną