Dopóki żył, musiał pracować z orkiestrą, musiał siedzieć w studiu – taki obraz ostatnich miesięcy życia Franka Zappy wyłania się z dokumentu Alexa Wintera, który pokazany został na festiwalu Millennium Docs Against Gravity. Życie bohatera, wybitnego amerykańskiego muzyka, kompozytora i producenta, zmarłego w 1993 r., wydawało się udokumentowane więcej niż dobrze, ale Winter swój przygotowywany od dawna film nakręcił z wykorzystaniem nieznanych dotąd zdjęć z archiwum samego artysty. I ten obraz zdaje się potwierdzać tezy o wyższości doświadczenia nad talentem. Widzimy walkę z czasem chłopaka, który wszedł do świata muzyki późno – jako 14-latek – a chciałby nadrobić stracone lata i zostać współczesną wersją Mozarta, między 1966 a 1993 r. opublikował ponad 50 albumów, obsesyjnie kontrolując każde swoje posunięcie i każdy element procesu wydawniczego.
Wszystko w filmie „Zappa” brzmi jak w opisie, którego kiedyś dokonał sam bohater: „Wstaję o szóstej rano, wypijam kawę, zjadam płatki kukurydziane, wypalam parę papierosów i idę do studia. Jeśli podejdę do sprawy na względnym luzie, to mam przed sobą 14-godzinny dzień pracy”.
Niewolnik kontroli
Alexa Wintera pamiętamy jako aktora, który u boku Keanu Reevesa występował w zwariowanej komedii „Wspaniała przygoda Billa i Tedda” – o dwóch nastolatkach, którym pasja do gitar przesłania nieco szkolne obowiązki. Grają w stylu popularnego wówczas Steve’a Vaia, jednego z najszybszych gitarzystów świata, perfekcyjnego technicznie… wychowanka Zappy. Utwory Vaia wykorzystano zresztą przy kontynuacji filmu o Billu i Tedzie. W dokumencie „Zappa” jest jedną z głównych postaci wspominających zmarłego bohatera. „Był niewolnikiem swojego ucha wewnętrznego” – mówi.