Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 11,90 zł!

Subskrybuj
Kultura

Cezary: zakaz wstępu dla oskarżonych o przemoc. Co z domniemaniem niewinności?

Adèle Haenel w czasie rozdania Cezarów w 2020 r. Adèle Haenel w czasie rozdania Cezarów w 2020 r. Franck Castel / Forum
Wszystko wskazuje na to, że z „szarej strefy #MeToo” nie wyjdziemy bez rachunku sumienia i głębokich przemian naszej wspólnej kultury. W przeciwnym razie kolejne instytucje będą robić to samo co Cezary.

Po skandalu towarzyszącym nagrodzie za najlepszy film dla Romana Polańskiego w 2020 r. organizatorzy Cezarów – „francuskich Oscarów” – podjęli radykalne decyzje co do kształtu ceremonii w 2023, pierwszej bez obostrzeń po dwóch latach pandemii.

Od połowy grudnia było wiadomo, że Sofiane Bennacer, typowany na faworyta w ważnej kategorii aktorskiej, „nadziei kina”, nie dostanie nominacji ze względu na toczące się przeciw niemu postępowanie w sprawie gwałtu. On sam kategorycznie zaprzecza oskarżeniom. Teraz, dwa miesiące przed imprezą, organizatorzy ogłosili, że nikt, na kim ciąży oskarżenie o przemoc, nie będzie miał wstępu na galę. Francuska Akademia Sztuki i Techniki Filmowej ma zdecydować, czy zasady tej nie przyjąć na stałe. Domniemania niewinności nie będzie.

Szara strefa #MeToo

To ciekawy zwrot akcji, który przypomina, w jak ogromnym stopniu nasza kultura opiera się na percepcji i opinii. Konstrukcja prawna domniemania niewinności nie musi się nijak stosować do uznaniowych par excellence nagród i zaszczytów, a jednak przez lata od „sądu opinii” oczekiwaliśmy, że będzie jej przestrzegał. Od czasu #MeToo trwa dyskusja nad społecznymi skutkami takiej polityki. Czy domniemanie, że „on nie zgwałcił”, nie jest zawsze zaraz domniemaniem, że „ona straciła rozum i mści się za urojone krzywdy”, a więc w zasadzie także domniemaniem winy? I czy to sprawiedliwe, czy może właśnie pokazuje, jak bardzo społeczne poczucie sprawiedliwości faworyzuje mężczyzn, a raczej te osoby (w większości mężczyzn), które mają pozycję, pieniądze i władzę, zaś kobietom odbiera szansę na realną równość?

Ten obszar w rozmowie Pawła Reszki z Jakubem Dymkiem został nazwany „szarą strefą #MeToo”. W epoce mediów społecznościowych, w których tak wiele zależy od naszej renomy, a dobre imię zbyt często oznacza dobre życie, konstrukcje przeszczepiane z „prawdziwego życia”, takie jak prawnicze „domniemanie niewinności” czy nawet dziennikarska zasada chronienia dóbr osobistych, po prostu się nie sprawdzają. Organizatorzy Cezarów postanowili wziąć sprawy we własne ręce i przynajmniej w tym roku zarządzić konfliktem w sposób, który wydaje się całkiem rozsądny: zakazując wstępu osobom należącym do pewnej obiektywnej kategorii (tj. tym, przeciw którym toczy się postępowanie), eliminują zarazem ryzyko konfliktu w danym miejscu i czasie. Nie będzie pikiet przeciwko „kulturze gwałtu” przed wejściem na galę, ale nie będzie też skandali w społecznościówkach, kiedy jakaś pani obleje jakiegoś pana szampanem.

Roman Polański i himpatia

W 2020 r. Adèle Haenel, wschodząca gwiazda francuskiego aktorstwa, wyszła z sali, gdy Polański otrzymał Cezara za „Oficera i szpiega”, mówiąc zgromadzonym dziennikarzom, że nie ma jej zgody na to, by znani sprawcy przemocy dostawali nagrody, podczas gdy kobiety, ich ofiary, zmuszane są do milczenia. Ta scena całkowicie zdominowała ceremonię i w gruncie rzeczy rzuciła też cień na same Cezary. Czy nagrody filmowe nie są czymś w rodzaju zmowy pomiędzy znanymi twórcami a producentami, którzy dają sobie nawzajem dowody uznania, gdy osoby od nich uzależnione muszą cierpieć w ciszy? Nie dziwi więc, że przy kolejnej okazji organizatorzy robią wszystko, żeby mieć święty spokój, a nagroda znowu stała w centrum uwagi.

Wszystko wskazuje jednak na to, że z „szarej strefy #MeToo” nie wyjdziemy bez powszechnego rachunku sumienia i głębokich przemian naszej wspólnej kultury, które chyba każde z nas musi zacząć od samej lub samego siebie. Owszem, na całym świecie panuje plaga tzw. himpatii – empatii dla niego, mężczyzny. Automatycznego i niekoniecznie świadomego stawania po stronie mężczyzn w konfliktowych sytuacjach. Termin ten ukuła filozofka Kate Manne w książce „Down, Girl. The Logic of Misogyny” („Cicho bądź. Logika mizoginii”), analizując przebieg procesów w sprawie gwałtów na kampusach, w których regularnie minimalizowano winę młodego gwałciciela i zarazem wpływ traumy seksualnej na dalsze życie osoby, która gwałtu doświadczyła (himpatia chętnie łączy się z innymi sytuacjami przywileju: bogactwem, urodą czy „właściwą” przynależnością etniczną).

Domniemanie niewinności

Jednocześnie domniemanie niewinności jest konstrukcją głęboko słuszną i sprawiedliwą. Fałszywe oskarżenia się zdarzają, mogą być wysoce skuteczne i warto, byśmy jako społeczeństwo jakoś bronili się przed tego typu manipulacjami. Domniemanie niewinności znacząco poprawiło postrzeganie sądów i poczucie, że sprawiedliwość jest uniwersalna. I że po prostu warto się do niej odwoływać, nawet gdy ktoś należy do grupy obciążonej uprzedzeniami.

Warto więc się zastanowić, czy „sąd opinii publicznej”, w którym każdy i każda z nas może być zarówno sędzią, jak i podsądnym, nie powinien zostać wyposażony w jakiś rodzaj mechanizmu, który będzie nam towarzyszyć zawsze, gdy wchodzimy na Facebooka, Instagrama czy TikToka. Dobrze jednak nie poddawać się pierwszym impulsom komentowania. Opinia również wymaga namysłu i dopóki nie zaczniemy wszyscy ferować jej z umiarem, musimy się liczyć z tym, że kolejne instytucje będą robić to samo co Cezary: zamykać dostęp do podlegających ocenie treści, kontrolować sytuacje tak, by nie wydarzyło się nic naruszającego protokół, wykluczać osoby, które mogłyby wywołać skandal. Świat znowu stanie się teatrem, a my, jako widzowie, będziemy oglądać tylko to, co reżyserzy zdecydują się nam pokazać. Wiele będzie się musiało zmienić, żeby nie zmieniło się nic.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

null
Kraj

Kaczyński się pozbierał, złapał cugle, zagrożenie nie minęło. Czy PiS jeszcze wróci do władzy?

Mamy już niezagrożoną demokrację, ze zwyczajowymi sporami i krytyką władzy, czy nadal obowiązuje stan nadzwyczajny? Trwa właśnie, zwłaszcza w mediach społecznościowych, debata na ten temat, a wynik wyborów samorządowych stał się ważnym argumentem.

Mariusz Janicki
09.04.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną