Kulturalnie polecamy i ostrzegamy. „Noce i dnie” według Netflixa. Da się pobić wersję Antczaka?
Część internetu wciąż dyskutuje o sensie dwóch nowych ekranizacji „Lalki” Prusa. Emocje skutecznie podsycają działy marketingowe obu produkcji, stopniowo ujawniając kolejne nazwiska z obu obsad i zdjęcia z planów. Dyskutuje się więc już nie tylko o głównych rolach – czy Marcin Dorociński i Kamila Urzędowska z filmu Macieja Kawalskiego albo Tomasz Schuchardt i Sandra Drzymalska z miniserialu Netflixa w reż. Pawła Maślony dorównają kreacjom Beaty Tyszkiewicz i Mariusza Dmochowskiego oraz Jerzego Kamasa i Małgorzaty Braunek? Ale też o jakości kostiumów i scenografii. Oraz anycypuje efekty na podstawie informacji, że serial Netflixa jest luźną adaptacją powieści Prusa, filtruje ją przez współczesną wrażliwość.
Tymczasem Netflix właśnie dostarczył nowego paliwa do tej dyskusji, anonsując kolejny powrót do klasyki – powieściowej i filmowej. Tym razem naruszana będzie świętość „Nocy i dni” Marii Dąbrowskiej, genialnie zekranizowanych w 1977 r. przez Jerzego Antczaka. Saga o rodzie Niechciców na tle rozbiorowej Polski, niedobranym małżeństwie, romantyzmie i pragmatyzmie, niespełnieniu i niedocenieniu, życiu przeszłością, cieniach, fantazmatach, powidokach, marach – dramatyczna opowieść z elementami komicznymi, głębokimi portretami bohaterów i szerokim rysem historycznym. Film Antczaka to porywające kreacje Jadwigi Barańskiej i Jerzego Bińczyckiego, „globusy” i migreny Barbary, misiowatość, dobroć i cierpliwość Bogumiła, Tomasz Stockinger w białym garniturze brodzący w stawie i zrywający dla Barbary nenufary w rytm sentymentalnego walca Waldemara Kazaneckiego...