„Chuck Norris przyszedł w odwiedziny do Śmierci. Mam nadzieję, że Śmierć czuje się dobrze”, napisał na Instagramie pisarz Jonathan Edward Durham, gdy pojawiły się pierwsze informacje o tym, że odszedł jeden z najpopularniejszych gwiazdorów filmów akcji. Chuck Norris, ikona kina sztuk walki, a także bohater niezliczonych żartów („niektóre są zabawne”, skomentował kiedyś), zmarł 19 marca. Miał 86 lat.
Norris nauczył prąd kopać
Jakieś dwie dekady temu internet zalały żarty o Chucku Norrisie, człowieku, który nauczył prąd kopać, zdolnemu ściągnąć cały internet na dyskietkę, trzasnąć obrotowymi drzwiami i policzyć do nieskończoności (dwa razy). Złośliwości były w tym przypadku wyrazem najwyższego uznania, bo choć Norris nie wykazał nigdy wielkiego talentu aktorskiego, to był mistrzem sztuk walki i potrafił to wykorzystać na ekranie. Jego brodata twarz zrosła się w wyobraźni widzów ze stereotypem milczącego twardziela walczącego o sprawiedliwość najczęściej za pomocą pięści i kopniaków z półobrotu.
W jego filmografii próżno szukać ważnych ról i wybitnych filmów (a takie miewali w dorobku inni gwiazdorzy kina akcji lat 80., z Sylvestrem Stallone’em i Arnoldem Schwarzeneggerem na czele), ale wiele z nich zyskało miano kultowych: od pierwszej dużej roli w „Drodze smoka” u boku Bruce’a Lee, poprzez ejtisowe hity „Samotny wilk McQuade”, „Zaginiony w akcji” i „Oddział Delta”, po serial „Strażnik Teksasu”.
Czytaj też: Niewielu takich było. Został stworzony do rzeczy niemożliwych
Przyjaciel Bruce’a Lee, nauczyciel Steve’a McQueena
Jako 18-latek Chuck Norris wstąpił do armii, stacjonował w Korei Południowej i tam zaczął trenować tsundoku. Zafascynował się sztukami walki tak bardzo, że już na początku lat 60. otworzył własną szkołę w Kalifornii i zaczął startować w turniejach, pierwszy z nich wygrywając w 1967 r. Podczas jednego z kolejnych poznał Bruce’a Lee, co później zaowocowało ich współpracą na planie „Drogi smoka” (1972). Potem pomógł opracować zasady amerykańskiej odmiany tsundoku oraz autorskiego systemu walki, Chun Kuk Do, dziś znanego po prostu jako System Chucka Norrisa.
Początkowo Norris nie myślał poważnie o karierze aktorskiej. Do regularnego grania namówił go we wczesnych latach 70. Steve McQueen, wówczas jego uczeń w szkole sztuk walki, zachęcając, by Chuck zgłosił się na ćwiczenia organizowane przez studio MGM. Po kilku drugoplanowych występach w „kinie kopanym” Norris zaczął dostawać wreszcie duże role: najpierw „Zabijaka! Zabijaka!” (1977), gdzie zagrał kierowcę ciężarówki walczącego ze skorumpowanymi policjantami, potem „Porządni faceci ubierają się na czarno” (1978), „Jednoosobowy oddział” (1979) i „Ośmiobok” (1980) uczyniły z niego pierwszoligowego gwiazdora filmów sensacyjnych.
To zawsze były drugorzędne produkcje, niemogące stawać w szranki z hitami innych aktorów, takimi jak „Rambo” czy „Commando”, ale przez lata krążyły na rynku kaset wideo: zwłaszcza w Europie Wschodniej (o czym wiemy doskonale) – rumuński dokument „Chuck Norris kontra komunizm” (2015) Ilincy Calugareanu przypominał, że przemycane z Zachodu VHS z tandetnymi amerykańskimi filmami akcji miały po naszej stronie Żelaznej Kurtyny znacznie większe znaczenie niż w Stanach Zjednoczonych i Europie Zachodniej.
W latach 80. popularność Norrisa rosła, wśród licznych tytułów, w jakich wystąpił, pojawiały się czasami (odrobinę) ambitniejsze produkcje – w „Oddziale Delta” zagrał u boku Lee Marvina – lecz także mnóstwo filmowego śmiecia, a nawet serial animowany „Chuck Norris i jego karatecy”. Lecz zdaje się, że aktor był przynajmniej w swoich wyborach szczery, nie udawał bardziej utalentowanego, niż był naprawdę, potrafił na ekranie wykorzystać swoje atuty i, co ważniejsze, przyciągał publiczność, czy to naprawdę pragnącą podziwiać jego atletyczne umiejętności, czy oglądającą kolejne produkcje z czystej sympatii do filmowego kiczu.
Od lat 90. na dobre zrósł się zaś z rolą Cordella Walkera, tytułowego „Strażnika Teksasu”, którego grał w kilku serialach i filmach telewizyjnych, a nawet zaśpiewał piosenkę z czołówki. „Gdy dorastałem, westerny były moimi ulubionymi filmami. Czułem, że warto przedstawić ich naczelne przesłanie: prawość, przyjaźń, lojalność – wartości stanowiące niepisany kodeks Zachodu. Podjąłem decyzję: zaryzykuję”, wspominał w wydanej w 2004 autobiografii.
W kinie pojawiał się już tylko okazjonalnie, za to potrafił udowodnić, że ma do siebie sporo dystansu, przyjmując m.in. rolę w drugiej części cyklu „Niezniszczalni”, gdzie pojawił się u boku m.in. Sylvestra Stallone’a, Arnolda Schwarzeneggera, Dolpha Lundgrena, Jean-Claude’a Van Damme’a i Bruce’a Willisa. Pod sam koniec życia wrócił z aktorskiej emerytury, pojawiając się m.in. w jednym epizodzie serialu „Hawaje 5-0” oraz australijskiej komedii „Zombie Plane”, która wciąż czeka na premierę.
Czytaj też: Bruce Willis. Trudne pożegnanie z karierą
Konserwatywne oblicze Chucka
Fala Norrisowych żartów, która pojawiła się w połowie lat dwutysięcznych, była nie tylko odpowiedzią na poważną personę, którą aktor odtwarzał na ekranach, lecz także na jego bardzo poważne podejście do kwestii obyczajowych i politycznych. A Norris należał do najbardziej zagorzałych zwolenników republikańskiego konserwatyzmu w radykalnym wydaniu. Nie tylko jeździł m.in. do Iraku wspierać moralnie amerykańskich żołnierzy, potrafił przestrzegać przed zbyt miękką polityką Waszyngtonu wobec Bliskiego Wschodu, przed głosowaniem na Baracka Obamę (był wyznawcą teorii spiskowej negującej amerykańskie obywatelstwo Obamy), wzywać do zdelegalizowania małżeństw jednopłciowych. Twierdził, że amerykańska kultura jest zagrożona dominacją prawa szariatu, bronił prawa do posiadania broni (miał podpisany kontrakt reklamowy z Glockiem), wielokrotnie występował jako wielbiciel polityki Beniamina Netanjahu.
Był także gorliwym baptystą („Bóg często posługuje się mną, by wpłynąć na życie innych ludzi. Za każdym razem wprawia mnie to w zdumienie”, pisał), zwolennikiem teorii inteligentnego projektu. W 2008 r. wydał książkę (napisał ich w swoim życiu kilka) „Black Belt Patriotism: How to Reawaken America” (Patriotyzm czarnego pasa: Jak przebudzić Amerykę), w której proponował rozwiązania problemów – zwłaszcza politycznych i obyczajowych – trapiących jego zdaniem Stany Zjednoczone. Wzywał zwłaszcza do moralnego uzdrowienia, odwoływał się do pism Ojców Założycieli oraz do Biblii: w dodatkach do książki zamieścił teksty Deklaracji Niepodległości, Konstytucji oraz dziesięć przykazań.
Z drugiej strony dał się także poznać jako człowiek, który chętnie udzielał się charytatywnie. Wspierał fundacje opiekujące się chorymi dziećmi i weteranami, ale też organizacje walczące z epidemią AIDS w Indiach.
To raczej dzięki niezliczonym dowcipom, a nie osiągnięciom filmowym, wydawał się nieśmiertelny. Jeden z żartów sprzed lat mówił: tak naprawdę Chuck Norris zmarł 20 lat temu, ale Śmierć jeszcze nie miała odwagi mu o tym powiedzieć. Teraz wreszcie stanął z nią twarzą w twarz i można się domyślać, kto komu w tej sytuacji wymierzył kopniaka z półobrotu.