Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Kultura

Dokąd wraca Odys

„Odyseja” bije rekordy, Nolan wywołał kulturowy wstrząs. To w końcu arcydzieło czy porażka?

Preferuj w Google
Matt Damon jako nolanowski Odyseusz cierpi na zespół stresu pourazowego i ma zaniki pamięci. Matt Damon jako nolanowski Odyseusz cierpi na zespół stresu pourazowego i ma zaniki pamięci. Melinda Sue Gordon/Universal Studios
Oczekiwano spektaklu, otrzymaliśmy kulturowy wstrząs. „Odyseja” Christophera Nolana bije rekordy kasowe, pobudza masową wyobraźnię i wywołuje jedną z najgorętszych debat ostatnich lat.

W weekend otwarcia „Odyseja”, przy gigantycznym budżecie 250 mln dol. (plus szacunkowo drugie tyle na promocję), zarobiła aż 264,1 mln dol. (124,5 mln w Ameryce i 139,6 mln na świecie) – więcej niż dotąd największe hity Brytyjczyka: „Mroczny Rycerz powstaje” (249 mln dol.) oraz „Mroczny Rycerz” (198 mln dol.). Globalnie wartość sprzedanych biletów w sieci IMAX też wypadła imponująco i wyniosła 51,8 mln dol., co daje wynik prawie o połowę lepszy od poprzedniego filmu Nolana, oscarowego „Oppenheimera”.

Homerycka ekranizacja ugruntowała pozycję Nolana jako reżysera, który potrafi przyciągać tłumy nawet przy budzącej skrajne emocje, niemal trzygodzinnej produkcji, która nie jest częścią znanych franczyz. Jego „Odyseja” wywołała do tablicy historyków, ale sprowokowała do obejrzenia i zajęcia stanowiska także tych, którzy oryginału nie czytali, przyczyniając się do odrodzenia kina jako wspólnotowego rytuału, współczesnego odpowiednika dawnego zbiorowego recytowania i wysłuchiwania eposu.

Przy okazji zaroiło się od specjalistów od późnej epoki brązu, wojny trojańskiej i schyłku ery mykeńskiej. Tropiciele odstępstw od homeryckiego oryginału punktują w internecie dzieło Nolana za zbroje wyglądające jak „kostiumy cosplayowe” czy połączenie stroju Batmana z hełmem korynckim. Za wojowników nadużywających mieczy, podczas gdy w tamtym okresie podstawową bronią była włócznia, zresztą znacznie krótsza niż to, co widzimy na ekranie. Postaci noszą spodnie, których nie używano wtedy w basenie Morza Egejskiego, oraz skórzane buty, podczas gdy ówcześni żołnierze walczyli głównie boso. No i te drakkary wikingów z błędną liczbą wioślarzy na sekcję oraz niehistorycznymi nadbudówkami.

Nie podoba się też wybrana przez reżysera szara i ciemna kolorystyka, kłócąca się z historyczną wiedzą o barwnym świecie antycznym.

Polityka 31.2026 (3575) z dnia 28.07.2026; Kultura; s. 74
Oryginalny tytuł tekstu: "Dokąd wraca Odys"
Reklama