Naga walka
Olgierd Łukaszewicz dla „Polityki”: Buntuję się przeciw tabu. Nagość to moja misja
ANETA KYZIOŁ: – Chciał pan zaskoczyć na 80. urodziny siebie czy widzów? Chodzi mi o nagie role w monodramie „Spowiedź ciało” i w filmie „Pieśń o nocy”, z refleksjami na temat starzejącego się ciała, ale niestygnących emocji, dojrzałej seksualności, w dodatku w wydaniu homoerotycznym.
OLGIERD ŁUKASZEWICZ: – Zaskoczyć? A co tu kryć: jest andropauza, jest fantazja erotyczna, młodości brak. Buntuję się przeciw tabu. Byłem niedawno odpytywany przez dziennikarza pisma „Replika” z wątków gejowskich w mojej karierze. I najpierw zdębiałem, bo słowo gej w ogóle nie istniało w moim życiu i nie było tematem moich ról.
A jednak niektórzy sugerowali już przy okazji „Brzeziny” Wajdy i roli Stanisława, umierającego na gruźlicę artysty, za którą otrzymał pan w 1971 r. Nagrodę im. Zbyszka Cybulskiego dla najciekawszego młodego aktora, że jest w niej homoerotyczny rys.
No nie, tu nie. Chociaż kto wie, może? Kiedy Janusz Majewski w 1973 r. kręcił „Straconą noc”, też według Iwaszkiewicza, zadbałem o to, żeby widz wiedział, że pod prześcieradłem jestem nagi, i poprosiłem Andrzeja Łapickiego, który grał podglądającego mojego bohatera pisarza: „Błagam cię, zrób maślane oko, jak patrzysz na mnie”. Nie dookreślaliśmy tego wtedy, ale była w tym homoerotyczna sugestia. Albo, jak się głębiej zastanowić, w „Lekcji martwego języka” Majewskiego, z 1979 r., w scenie w łaźni, gdy siedzimy z Markiem Kondratem jako dwaj oficerowie upadającej CK monarchii i rozmawiamy, to napięcie też jest, a przynajmniej ze strony mojego bohatera.
Ale w teatrze się nie rozebrałem. A pamiętam, jak w 1974 r. podczas prób do „Sprawy Dantona” w Powszechnym Andrzej Wajda to sugerował.