Kiedy w 2023 roku ukazało się „Back on 74”, Jungle mieli już za sobą dziesięć lat działalności i cztery albumy. Nie byli więc zespołem czekającym na pierwszy przebój. Mieli własną publiczność, charakterystyczne teledyski, wyprzedane koncerty i nominację do Mercury Prize jeszcze za debiutancką płytę. A jednak właśnie „Back on 74” przesunęło ich o kilka pięter wyżej.
Dużą część tej historii opowiada obraz. Klip nakręcony w jednym płynnym ruchu, wypełniony choreografią Shay Latukolana, zaczął krążyć daleko poza gronem słuchaczy Jungle. Piosenka trafiła do brytyjskiego Top 40 i została jednym z tych utworów, które w pewnym momencie słychać po prostu wszędzie. Kilka miesięcy później Jungle odbierali BRIT Award dla najlepszej brytyjskiej grupy, a „Volcano” – album, z którego pochodził singiel – otworzył im drogę do znacznie większych sal.
Dzisiaj widać już, jak trwała była ta zmiana. Tegoroczna trasa prowadzi przez O2 w Londynie, Accor Arenę w Paryżu, Ziggo Dome w Amsterdamie czy berlińską Uber Arenę. W Polsce Jungle zagrają 10 listopada w Atlas Arenie w Łodzi.
Przyjadą z „Sunshine”, piątym albumem w dyskografii i pierwszym nagranym po oficjalnym dołączeniu do składu Lydii Kitto. Jej nazwisko nie pojawiło się jednak w historii zespołu nagle. Kitto współpracuje z J Lloydem od czasu „Loving in Stereo”, śpiewała, grała i pisała kolejne piosenki Jungle. Teraz stała się pełnoprawną członkinią grupy, a na „Sunshine” razem z Lloydem odpowiada także za produkcję.
Słychać tę zmianę, choć nie oznacza ona rewolucji. Jungle nie porzucili własnego brzmienia i najwyraźniej nie mają takiej potrzeby. „Sunshine” nie jest płytą, na której zespół próbuje udowodnić, że potrafi być kimś zupełnie innym. Przeciwnie – wraca do pomysłów rozwijanych od lat i sprawdza, ile jeszcze można z nich wydobyć.
J Lloyd mówił przy okazji premiery, że podczas pracy wracali do takich utworów jak „Casio” i „Back on 74”, zastanawiając się nad tym, co właściwie stanowi rdzeń Jungle. To ciekawe podejście po sukcesie, który mógłby skłaniać do znacznie bardziej nerwowych ruchów. Nie ma tu polowania na oczywisty sequel największego przeboju. „Carry On”, „The Wave”, „Someday, Somewhere” czy tytułowe „Sunshine” układają się raczej w płytę niż zestaw singli zaprojektowanych do osobnego życia w internecie.
Brytyjska publiczność przyjęła ją dobrze: „Sunshine” zadebiutowało na czwartym miejscu listy albumów. Recenzenci byli w większości przychylni, choć w części tekstów powracało pytanie, które przy piątej płycie wydaje się nieuniknione: czy tak wyrazisty styl nie zaczyna być dla Jungle również ograniczeniem?
To uczciwe pytanie. W nowych nagraniach nie ma momentu, który zmieniałby reguły gry tak wyraźnie jak „Back on 74”. Tyle że kariera Jungle coraz mniej wygląda na historię budowaną wokół jednego przeboju. Ich siłą stał się cały katalog – od „Busy Earnin’” i „Time”, przez „Casio” i „Keep Moving”, po utwory z „Volcano”. Gdy dołożyć do tego scenę, rzecz zaczyna działać jeszcze inaczej.
Bo Jungle od początku przywiązywali do koncertów i obrazu znacznie większą wagę, niż sugerowałoby określenie „projekt producencki”, którym kiedyś często ich opisywano. Zespół przez lata obrósł muzykami, wokalistami, choreografią i bardzo precyzyjną oprawą wizualną. Materiał, który na płytach bywa niemal laboratoryjnie uporządkowany, na żywo nabiera fizyczności. Partie perkusji i basu są mocniejsze, wokale przestają być tylko kolejnymi warstwami produkcji, a publiczność dostaje jasne zadanie: ma się ruszać.
Stąd Atlas Arena nie wydaje się w tej historii przypadkowym przeskokiem do większego obiektu. To raczej konsekwencja kilku ostatnich lat. Jungle stali się zespołem arenowym trochę bocznymi drzwiami – bez stadionowego rocka, monumentalnych ballad i repertuaru konstruowanego pod wspólne śpiewanie refrenów. Ich koncertowa skala wyrosła z rytmu, choreografii i bardzo konsekwentnie budowanego świata.
„Sunshine” tego świata nie burzy. Poszerza go o kolejny rozdział.
10 listopada w Łodzi nowy materiał spotka się więc z utworami, które publiczność zna od lat, oraz z „Back on 74”, od którego dla wielu zaczęła się znajomość z Jungle. Dla samego zespołu był to raczej punkt zwrotny niż początek. I właśnie dlatego obecna trasa może być ciekawsza niż zwykłe koncertowe „granie nowej płyty”: pokazuje grupę, która po największym sukcesie w swojej historii próbuje nie tyle znaleźć nową tożsamość, ile sprawdzić, co może zrobić z tą, którą już ma.
A „Sunshine”? W sierpniu było nazwą odpowiednią niemal nazbyt oczywiście. W listopadowej Łodzi zabrzmi trochę bardziej przewrotnie.
JUNGLE
10 listopada 2026, godz. 20:30
Atlas Arena, Łódź
Support: Rio Kosta
Organizator: FKP Scorpio
Bilety: eventim.pl
Materiał przygotowany przez FKP Scorpio i Loco Motion Agency.