Broń masowego przerażenia
Broń masowego przerażenia. Czym straszy Putin i jaką mamy odpowiedź? Moskwa idzie na całość
W youtubowych kanałach pojawiły się wykrzywione nienawiścią twarze Władimira Putina na tle atomowych grzybów. Najwięcej zdenerwowania okazało, jak zwykle, tzw. globalne południe, a niemal zawsze usłużni wobec Rosji zwolennicy „realizmu” z politycznej alt-prawicy znowu przekonywali, że demokratyczny Zachód nie ma żadnych szans i lepiej, by odpuścił. Całkiem poważne analizy potencjału atomowego Rosji i NATO przywołują znane od dawna tezy o „regionalnej luce rakietowej i głowicowej”, o braku zdolności państw Zachodu do symetrycznej odpowiedzi i nieprzygotowaniu Europy na atomowe uderzenie Rosji. Towarzyszyły temu jednak chłodne i zdystansowane komentarze oficjeli. Wywołany do odpowiedzi sekretarz generalny NATO Mark Rutte mówił, że nie bierze rosyjskich gróźb na poważnie, a jego rzeczniczka przekonywała, że nie ma powodu, by Sojusz zmieniał swoją politykę i doktrynę, także w podejściu do wsparcia Ukrainy.
Ta chłodna reakcja świadczy, że Zachód już się uodpornił na atomowe strachy z Rosji. Choć trzeba przyznać, że Putin w ubiegłym tygodniu wykonał kilka wrogich gestów o niespotykanej randze i skali. Najpierw na piśmie dał ponownie do zrozumienia NATO, że postrzega aktywność Sojuszu na Bałtyku i w krajach wschodniej flanki jako egzystencjalne zagrożenie dla obwodu kaliningradzkiego.
W liście skierowanym przez swoich dyplomatów do Kwatery Głównej wymienił operację „Straż Bałtyku”, ustanowioną w 2025 r. w reakcji na agresywne działania tzw. floty cieni, a także niezapowiedziane ćwiczenia (w stylu tych rosyjskich) pod szyldem „Straży Wschodniej”. Jedno z ostatnich miało na celu zakomunikować Rosji, że w przypadku ataku na kraj NATO miażdżący odwet z powietrza spadnie na obwód królewiecki, z jego instalacjami wojskowymi i milionem cywilnych mieszkańców.