Film

Pochwała ziemskiej rozkoszy

Recenzja filmu: "Meteora", reż. Spiros Stathoulopoulos

Abelard i Heloiza w wersji grecko-rosyjskiej. Abelard i Heloiza w wersji grecko-rosyjskiej. Aurora Films / materiały prasowe
Wszystko w tym filmie wydaje się jakby nie z tego świata.

Poczynając od poetyckich strof recytowanych zamiast dialogów („jedyny grzech, jakiego się nie wybacza, to rozpacz”), przez postaci prawosławnych świętych i męczenników ukazanych w tradycji monastycznej, średniowieczną muzykę sakralną, aż po magiczny górski pejzaż, wprowadzający w otchłań wewnętrznej ludzkiej rzeczywistości. Nawet zakazany obraz miłosnego zbliżenia greckiego mnicha i rosyjskiej zakonnicy w grocie – choć ukazany bezpruderyjnie, sprawia wrażenie, jakby unosił się w powietrzu, był częścią bizantyjskiej ikony, zawieszony między niebem a ziemią. „Meteora” to baśń o wyklętych kochankach, którą można by porównać do legendy Abelarda i Heloizy. Najbardziej jednak zadziwia przesłanie tego religijnego romansu, zupełnie niepasujące do bogobojnej, konserwatywnej atmosfery filmu. Grecki reżyser Spiros Stathoulopoulos chwali bezwstydną ziemską rozkosz. Pokazuje złamanie tabu, grzech i trawiące kochanków poczucie winy, które paradoksalnie zbliżają do Boga i pozwalają sławić jego dobroć. To bardzo ciekawy, niełatwy, ale udany eksperyment.

 

Meteora, reż. Spiros Stathoulopoulos, prod. Francja, Grecja, Niemcy, 87 min

Polityka 34.2013 (2921) z dnia 20.08.2013; Afisz. Premiery; s. 64
Oryginalny tytuł tekstu: "Pochwała ziemskiej rozkoszy"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Nauka

Nie każdy archeolog to Indiana Jones

Popkulturowy obraz archeologa awanturnika umacnia przekonanie, że ich głównym zadaniem jest odkrywanie skarbów. Ten fałsz fatalnie odbija się na wiedzy o przeszłości.

Agnieszka Krzemińska
27.02.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną