Recenzja filmu: „Volta”, reż. Juliusz Machulski

Król Kazimierz Dolny
Poprawna politycznie komedia kryminalna uciera nosa „dobrej zmianie”, przy okazji ambitnie wpisuje się w modny, feministyczny trend.
Andrzej Zieliński (z lewej) jako spin doktor i Jacek Braciak jako kandydat na króla Polski
Kino Świat/materiały prasowe

Andrzej Zieliński (z lewej) jako spin doktor i Jacek Braciak jako kandydat na króla Polski

Nośna, inteligentna satyra na elitę polityczną, żartująca z naszej narodowo-katolickiej megalomanii zasługiwała na ciekawsze rozwinięcie. Osią dramaturgiczną „Volty” są poszukiwania zaginionej korony Kazimierza Wielkiego, historia na tyle barwna i nieprawdopodobna, że sama w sobie nadawałaby się na wieloodcinkowy serial z gatunku płaszcza i szpady. Szkicowane grubą krechą sceny ilustrujące kolejne etapy przekrętu z królewskimi insygniami należą niestety do najsłabszych w filmie. Dystansu w nich niewiele, przez co całe fragmenty „Volty” wyglądają jakby żywcem przeniesione z programu edukacyjnego emitowanego w kanale TVP Historia, a realizowanego za późnego Gierka. Nie dość, że siermiężnie kiczowate, to na dodatek pozbawione jakiegokolwiek napięcia.

Główny wątek filmu napędza postać makiawelicznego spin doktora nieźle granego przez Andrzeja Zielińskiego. Specjalista od wizerunku stara się cynicznie wypromować w nadchodzących wyborach lidera partii narodowo-socjalistycznej, doskonale bezbarwnego Kazimierza Dolnego, niskiego ćwierćinteligenta z pretensjami, by zostać królem Polski (świetny, odmieniony Jacek Braciak). Kojarząca się z marketingiem politycznym Piotra Tymochowicza szopka ma nawet nerw i urok, lecz gdy przyjrzeć się bliżej filmowym relacjom, zwłaszcza kobiet, już tak dobrze nie jest. Piekąc kilka pieczeni na jednym ogniu, Machulski stosuje niby najlepszą recepturę: balansuje pomiędzy „Jackie Brown” a „Iluzją”. Poprawna politycznie komedia kryminalna uciera nosa „dobrej zmianie”, przy okazji ambitnie wpisuje się w modny, feministyczny trend (ostatecznie „Volta” kryje jeszcze bardziej nieprawdopodobną intrygę z diaboliczną zemstą skrzywdzonych pań). Wyszło, jak wyszło. Poza kilkoma dowcipami – najlepsze umieszczono w trailerze – śmiać się nie ma z czego. Tarantinowskie chwyty (gwiazdy w epizodycznych rolach) też o dziwo nie pomagają. Najbardziej usatysfakcjonowani będą zapewne włodarze Lublina, którzy hojną ręką dosypali do budżetu. Słoneczna reklama okolic odrestaurowanej stolicy wschodniego województwa z pewnością przyciągnie turystów.

Volta, reż. Juliusz Machulski, prod. Polska 2017, 105 min

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną