Film

Przemijanie w 3D

Recenzja filmu: „Piękne dni”, reż. Wim Wenders

Reda Kateb i Sophie Semin rozmawiają o przemijaniu. Reda Kateb i Sophie Semin rozmawiają o przemijaniu. Bomba Film / materiały prasowe
Nakręcony w ekspresowym tempie (10 dni) nowy film Wima Wendersa czaruje technologią 3D, lecz udanym dziełem mistrza nie jest.

W warstwie realistycznej „Piękne dni” sięgają po mocno wyeksploatowaną konwencję opowieści o samotnym, zamkniętym w czterech ścianach, pisarzu, pochłoniętym tworzeniem ambitnego dzieła. Jak się okazuje, chodzi o esencjonalną, ponadczasową rozprawę na temat różnych strategii oswajania miłości, samotności, niespełnienia i, najogólniej mówiąc, przemijania, z odwiecznym pytaniem, co po nas zostaje. Bezimienni, dojrzali bohaterowie, grani przez Redę Kateba i Sophię Seminę, są emanacją wyobraźni autora/reżysera, który komentuje ich wynurzenia słowami i nastrojem wysłuchiwanych w międzyczasie nostalgicznych piosenek (jedną z nich osobiście wykonuje Nick Cave). Rozparci wygodnie w fotelach, wtopieni w arkadyjski spokój letniego ogrodu kobieta i mężczyzna z teatralną emfazą rozpamiętują utracone chwile głównie erotycznej rozkoszy (zdjęcia kręcono w posiadłości Sarah Bernhardt, legendarnej francuskiej gwiazdy kina niemego, symbolizującego dla 72-letniego Wendersa niewinność sztuki). Jakkolwiek na to patrzeć, proustowska w zamyśle historia, napisana przez Petera Handkego, brzmi pretensjonalnie, a filozoficzny dyskurs tonie w nieznośnych pseudopoetyckich obrazach.

Piękne dni (Les beaux jours d’Aranjuez), reż. Wim Wenders, prod. Francja, Niemcy, 97 min

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kultura

Najciekawsze książki na maj 2019 (i trochę na Dzień Dziecka)

Proponujemy książki mądre, ciekawe i estetycznie wydane.

Sebastian Frąckiewicz
22.05.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną