Recenzja serialu: „Cormoran Strike”, reż. Michael Keillor

Charyzma z kikutem
Całość nie porywa, ale i specjalnie nie nudzi, fanom kryminałów na pewno się spodoba.
Tom Burke jako prywatny detektyw i Holliday Grainger, jego serialowa asystentka.
HBO

Tom Burke jako prywatny detektyw i Holliday Grainger, jego serialowa asystentka.

Bardzo poprawne przeniesienie (przez BBC) na mały ekran popularnego trzytomowego detektywistycznego cyklu J.K. Rowling, pisanego pod pseudonimem Robert Galbraith. Akcja dzieje się współcześnie w Londynie, z okazjonalnymi wycieczkami po Wielkiej Brytanii, gdy akurat wymaga tego któreś ze śledztw prowadzonych przez prywatnego detektywa Cormorana Strike’a (Tom Burke) i jego asystentkę z zadatkami na świetną detektywkę Robin Ellacott (Holliday Grainger). W tle wyżyny, niziny i środki brytyjskiego społeczeństwa, na pierwszym planie zaś błyszczy charyzmatyczny i pociągający detektyw, którego historię poznajemy stopniowo w kolejnych siedmiu godzinnych odcinkach. Choć trzeba twórcom oddać, że postać Robin też nie jest jednowymiarowa. Strike zanim został detektywem był nieuznanym synem gwiazdora rocka i modelki uzależnionej od narcystycznych rockmanów i heroiny, studentem Oksfordu, niedoszłym mężem okładkowej celebrytki i żołnierzem, który na misji w Afganistanie stracił nogę. Całość nie porywa, ale i specjalnie nie nudzi, fanom kryminałów na pewno się spodoba.

Cormoran Strike (C.B. Strike), 7 odcinków, HBO GO i Cinemax

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną