Recenzja filmu: „McQueen”, reż. Ian Bonhôte i Peter Ettedgui

Kolekcja wspomnień
W dokumencie nie dowiadujemy się, jak traumy i obsesje artysty przekładały się na tworzoną sztukę.
„McQueen”, reż. Ian Bonhôte i Peter Ettedgui
Gutek Film

„McQueen”, reż. Ian Bonhôte i Peter Ettedgui

Wypowiedzi bliskich i współpracowników miały w dokumencie Iana Bonhôte i Petera Ettedgui nadać nowego znaczenia kolekcjom Alexandra McQueena (o zmarłym samobójczą śmiercią projektancie mody pisaliśmy w POLITYCE 28). Koncept ciekawy, bo to, w jaki sposób McQueen chciał wywoływać pokazami silne emocje, jest samo w sobie bardzo filmowe i dobrze udokumentowane na wideo: Kate Moss pojawiała się u niego w latach 90. jako hologram, a Naomi Campbell kocim krokiem sunęła z wielkimi złotymi rogami na głowie. Prezentowały niezwykłe ubrania, w których McQueen wracał do wątków przemocy i nieprzewidywalnej przyszłości. Było jasne, że to znaczące dla człowieka uzależnionego od narkotyków i straumatyzowanego przez przemoc seksualną, której doświadczył jako mały chłopiec. Jednak w dokumencie nie dowiadujemy się, jak te traumy i obsesje przekładały się na tworzoną sztukę. Wypowiedzi jego współpracowników są raczej opisem rozgrywek środowiskowych. Ich wspomnienia bywają interesujące, zabawne, ale nie prowadzą w tym filmie do niczego naprawdę znaczącego.

McQueen, reż. Ian Bonhôte i Peter Ettedgui, prod. Wielka Brytania, 111 min

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną