Film

Koło katastrofy

Recenzja filmu: „Endless”, reż. Aaron Moorhead, Justin Benson

Od lewej: Justin Benson i Aaron Moorhead – reżyserzy, aktorzy, operatorzy i scenarzyści zarazem. Od lewej: Justin Benson i Aaron Moorhead – reżyserzy, aktorzy, operatorzy i scenarzyści zarazem. M2 Films / materiały prasowe
Goniąc za symbolami, twórcy gubią niestety możliwość zamknięcia tej opowieści w bardziej spójny i konkretny sposób.

Amerykański horror science fiction, bardzo intrygujący i zaskakujący. Łączy lovecraftowskie motywy ludzi sparaliżowanych obecnością potężnych, obcych potworów, z nawiązaniami do technik wykorzystywanych w sektach, by pozbawić ich wyznawców możliwości odróżnienia rzeczywistej sytuacji od groźnych manipulacji. A także z luźno prowadzonymi rozważaniami o wolnej woli i możliwości wyrwania się w dorosłym życiu z powtarzania ciężkich wzorców przekazanych dzieciom przez ich opiekunów.

To już dużo jak na niskobudżetowy film o potworach, zwłaszcza zbudowany na tak kiczowatej przesłance: dwaj bracia, Aaron i Justin (w tej roli reżyserzy, operatorzy, scenarzyści Aaron Moorhead i Justin Benson), zostali osieroceni w wypadku samochodowym i wychowani w niebezpiecznym kulcie, w którym centralną funkcję pełni wiara w UFO. Udało im się wyswobodzić, jednak wracają zwabieni przysłaną po latach kasetą wideo z zaproszeniem, by dołączyli do „wniebowstąpienia”. Tu Moorhead i Benson koncentrują się na podkręcaniu katastroficznej strony wizualnej. Ważna staje się symbolika koła: czarne ptaki formują tu koliste kręgi na niebie i ludzie też zbierają się przy owalnym, kamiennym palenisku. Goniąc za tymi symbolami, twórcy gubią niestety możliwość zamknięcia tej opowieści w bardziej spójny i konkretny sposób.

Endless, reż. Aaron Moorhead, Justin Benson, prod. USA, 111 min

Polityka 36.2018 (3176) z dnia 04.09.2018; Afisz. Premiery; s. 77
Oryginalny tytuł tekstu: "Koło katastrofy"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kultura

Zapomniana historia Mietka Kosza

Film Macieja Pieprzycy „Ikar. Legenda Mietka Kosza” z brawurową rolą Dawida Ogrodnika przypomina wielką postać tytułowego niewidomego pianisty. To powód, by raz jeszcze zastanowić się nad wciąż nośnym mitem artysty straceńca.

Mirosław Pęczak
19.10.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną