Recenzja filmu: „7 uczuć”, reż. Marek Koterski

Dobrze, że wiesz, co czujesz
Jak to u Koterskiego, mimo iż śmiać się nie przestajemy niemal do samego finału, wszystko jest niebywale smutne i podszyte straszliwym cierpieniem.
Tym razem w Adasia Miauczyńskiego wcielił się syn reżysera Michał Koterski. W roli matki – Maja Ostaszewska.
Kino Świat

Tym razem w Adasia Miauczyńskiego wcielił się syn reżysera Michał Koterski. W roli matki – Maja Ostaszewska.

Jak mam być sobą, skoro nienawidzę siebie? Żeby być sobą, trzeba siebie akceptować, polubić, a z tym pechowiec i nieudacznik Adaś Miauczyński, bohater liczącej trzydzieści lat z okładem sceniczno-literacko-filmowej twórczości Marka Koterskiego, ma nieustanne problemy. W życiowych porażkach Adasia granego przez te lata przez plejadę polskich aktorów odnajdywał się prawie każdy, również ten spełniony inteligent. Nieważne, czy był źle opłacanym nauczycielem, świeżo upieczonym reżyserem idealistą czy nikomu nieznanym sfrustrowanym poetą. Wykształcony w PRL humanista postrzegał siebie w nowym wspaniałym ustroju jako zaprzepaszczoną szansę, strącony z piedestału ideał.

W najnowszym filmie „7 uczuć” Adaś udaje się do psychoanalityka. Drugim, bezosobowym bohaterem jest wyważony, zimny głos pani terapeutki (niezawodna Krystyna Czubówna), krok po kroku próbujący wyjaśnić Adasiowi, na czym polega prawdziwa miłość i wątpliwa radość samopoznania.

Jak to u Koterskiego, mimo iż śmiać się nie przestajemy niemal do samego finału, wszystko jest niebywale smutne i podszyte straszliwym cierpieniem. Proces uzdrowienia wydaje się tyleż oczyszczający, co przeraźliwie nieskuteczny. Proste, logiczne mądrości nie przystają zupełnie do procesów przebiegających w głowie i sercu małego Adasia, granego tym razem przez syna reżysera Michała. Rzucony na pastwę starszego brata, nadopiekuńczej matki, surowego ojca, bezmyślnych nauczycieli oraz równie bezradnych i samotnych jak on kolegów i koleżanek z klasy tworzy tragikomiczną mapę wrażliwości 12-letniego dziecka. Nieradzącego sobie z dojrzewaniem, agresją, relacjami, a przede wszystkim z natłokiem silnych emocji, których dorośli też nie potrafią wyrażać ani świadomie przeżywać.

Niektórym film wydać się może brawurowym i nieco przydługim zbiorem groteskowych skeczy przedstawiających scenki odgrywane (popisowo!) przez dorosłych aktorów wcielających się w dzieci. Jak u Gombrowicza, Kantora, Saury czy w Latającym cyrku Monty Pythona. Ale jest w nim coś więcej. W finale morał zostaje wykrzyczany, lecz „7 uczuć” to także film o depresji. Rozpaczy. Bezsilności. I sile przetworzenia słabości w sztukę.

7 uczuć, reż. Marek Koterski, prod. Polska, 116 min

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną