Oferta na pierwszy rok:

4 zł/tydzień

SUBSKRYBUJ
Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 24,99 zł!

Subskrybuj
Film

Wojna Charliego Wilsona

Zaskakujący film o zimnej wojnie.

Jeśli ktoś sądzi, że na pytanie, kto wygrał zimną wojnę, jest tylko jedna odpowiedź: Ronald Reagan, po obejrzeniu komedii Mike’a Nicholsa „Wojna Charliego Wilsona” zmieni zdanie. Nie Gorbaczowa, nie Reagana, nie papieża nawet, ale nikomu nieznanego polityka z Teksasu Charliego Wilsona powinno się uważać za prawdziwego pogromcę sowieckiego imperium.

Na początku lat 80. ubiegłego stulecia kongresman Wilson (świetny Tom Hanks) przeżywał drugą młodość, pokrzepiając się alkoholem i zabawiając w klubach Las Vegas z króliczkami „Playboya”. Oprócz tego działał w amerykańskiej komisji obrony i czuł się patriotą. Rosyjska interwencja w Afganistanie niewiele go obchodziła, ale namówiony przez kochankę, skrajną antykomunistkę i jedną z najbogatszych kobiet w Teksasie (Julia Roberts), zobowiązał się pomóc walczącym mudżahedinom. Ze wspierającym go agentem CIA (Philip Seymour Hoffman) montuje coś w rodzaju tajnej koalicji pakistańsko-izraelsko-egipskiej. Zwiększa też fundusze na szkolenie i broń dla talibów ze skromnych 5 mln do ponad miliarda dolarów rocznie. Wydarzenia pokazane w filmie zostały szczegółowo udokumentowane w bestsellerowej książce George’a Crile’a, który przez 15 lat prowadził śledztwo dziennikarskie na temat przyczyn klęski Sowietów w Afganistanie.

Ta surrealistyczna wręcz opowieść, obnażająca kulisy dyplomatycznych szantaży i narastającej histerii antykomunistycznej została przeniesiona na ekran z dystansem i humorem, ale nie aż tak wielkim, by w nią nie uwierzyć. Zrealizowany lekką ręką film niesie też przestrogę. Trudno nie pamiętać, że spektakularne zwycięstwo Wilsona zamieniło się w następnej dekadzie w katastrofę w postaci narodzin islamskiego ekstremizmu.

Reklama

Czytaj także

null
Społeczeństwo

Każde „nie” to głos szatana. Przemoc księży egzorcystów wychodzi na światło dzienne

W czasie śledztwa zamiast skupić się na tym, że odebrano mi wolność i molestowano, zajmowano się udowodnieniem, czy umiem mówić po aramejsku. Gdyby zmienić słowa „oprawca ksiądz” na „oprawca mężczyzna”, optyka na to, co się stało, byłaby zupełnie inna – mówi Irena, egzorcyzmowana wbrew woli przez kilkunastu księży.

Agata Szczerbiak
13.06.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną