Film

Martwa natura

Chińskie kino prezentuje zupełnie inną filozofię.

Jurorzy międzynarodowych festiwali mają dobrze: jak nie wiedzą, komu dać główną nagrodę, to zawsze mogą uhonorować Chińczyka i będzie to bez wątpienia trafny wybór. Najświeższym przykładem „Martwa natura” Jia Hang-ke, nagrodzona Złotym Lwem w Wenecji, nie wiem, czy najlepszy, ale na pewno najbardziej oryginalny film, jaki możemy zobaczyć obecnie w naszych kinach.

Akcja dzieje się w dwóch planach – ogólnym i w zbliżeniach. Plan ogólny to budowa Tamy Trzech Przełomów na rzece Jangcy, największe tego rodzaju przedsięwzięcie na świecie. Władze Chin, tak jak niegdyś przywódcy Związku Radzieckiego, mają niemal boskie ambicje poprawiania natury i nie liczą się z konsekwencjami. Tama spowodowała, że pod wodą znalazło się m.in. starożytne (przynajmniej według europejskiej miary) miasto Fengije, w którego pozostałościach toczy się właśnie akcja filmu. Kolejne domy czekają na rozbiórkę, która przypomina egzekucję; robotnicy rozbijają młotami ściany, drzwi i okna.

Do miasta skazanego na zagładę przybywa wieśniak z sąsiedniej prowincji, by odnaleźć tu swą kupioną za 3 tys. juanów żonę, która uciekła od niego kilkanaście lat temu wraz z córką. W tle wielka budowa, a w bliskim planie ów prostaczek. Przybysz ma zapisany na kartce adres, pod którym mieszkała kiedyś kobieta, ale po ulicy została tylko kępa trawy na powierzchni sztucznego jeziora. Mężczyzna nieustający w poszukiwaniach rodziny wędruje po ocalałym jeszcze lądzie, spotykając rozbitków podobnych do siebie. Wielka inwestycja spowodowała spustoszenie w ich życiu, teraz przypominają ocalałych z katastrofy, którzy muszą rozpocząć wszystko od nowa. Obce jest im jednak poczucie tragizmu, przyjmują swój los z ogromnym spokojem. „Martwa natura” to bowiem nie tylko inne kino, to także inna, niż nasza europejska, filozofia.

Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Kocham mojego syna, ale nienawidzę zespołu Downa

Czuję się jako obywatel nieistotny. A jako rodzic dziecka z niepełnosprawnością – nieistotny podwójnie – mówi Kobas Laksa, tata ośmioletniego Jonatana.

Mateusz Witczak
08.11.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną