Film

Odlot

Recenzja filmu: "Odlot", reż. Pete Docter

Lepiej być nie mogło.

Nic tak nie przygnębia jak kiepska kreskówka, na której nudzą się i dzieci, i ich rodzice. Po całej serii takich niefortunnych filmów wreszcie trafia się skarb. Komputerowa animacja „Odlot” Pete’a Doctera jest w stanie poruszyć nawet najbardziej zatwardziałego kinomana, co to widział już wszystko i nic mu się nie podoba.

Tylko z pozoru opowieść o emerytowanym sprzedawcy baloników, który wraz z niechcianym małoletnim pasażerem zamierza odnaleźć rajskie wodospady w dalekiej Ameryce Południowej, jest naiwną bajeczką. W istocie sporo w niej gorzkiej refleksji o starości, samotności, a nawet śmierci. 78-letni, bezdzietny bohater ucieka przed wyrokiem sądowym, w wyniku którego ma mu zostać odebrany dom – cały dorobek jego skromnego życia, a zarazem pamiątka po zmarłej żonie.

Mimo sztucznej szczęki, grubych, niezgrabnych okularów i kłopotów z chodzeniem (opiera się na wózku) nie zapomina o młodzieńczych marzeniach, nie opuszcza go energia ani nadzieja na lepszą przyszłość. Trójwymiarowy film nakręcony w technice CGI (dziesiąty w dorobku Studia Pixar) łączy wdzięcznie niektóre pomysły „Shreka”, „Ruchomego zamku Hauru” Miyazakiego, tradycyjnych bajek Disneya, a zarazem dyskretnie naprowadza na trop „Obywatela Kane’a”. Mówiąc o tęsknocie i pogoni za szczęściem, przywraca wiarę w podstawowe wartości, pokazuje duchową przemianę zgrzybiałego staruszka, który przemienia się w czułego i mądrego pana. Jak na kino familijne z mocno wyeksponowanym wątkiem proekologicznym lepiej być nie mogło.


Polityka 42.2009 (2727) z dnia 17.10.2009; Kultura; s. 50
Oryginalny tytuł tekstu: "Odlot"
Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Jak komunikować swoje potrzeby

Jak wyrazić swoje potrzeby, aby inni je uwzględniali.

Anna Dąbrowska, Anna Dobrowolska
06.02.2018
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną