Recenzja gry: „The Last Guardian”

Przygarnij bestię
Ueda stworzył niezwykłe studium więzi obcych, a mimo to bliskich sobie istot.
materiały prasowe

Chłopiec zagubiony w labiryncie prastarych ruin uwalnia zakute w łańcuchy gigantyczne zwierzę rodem z jakiegoś mitycznego bestiariusza – coś jak gryfa, z pyskiem ni to owieczki, ni to psa. Akt litości prowadzi do ostrożnego zrazu sojuszu, a z czasem do głębokiej przyjaźni. To właśnie budowanie więzi, a nie wspólnota interesów, jest tematem tej opowieści – jak zwykle w grach Fumito Uedy („Ico”, „Shadow of the Colossus”). Jak zwykle też kluczem jest akceptacja i otwarcie się na obcego, przebicie przez zasłonę pozorów. Bo gigantyczny Trico jest tak naprawdę szczenięciem, które trzeba uspokajać głaskaniem, gdy coś je przestraszy. Budowanie relacji wymaga cierpliwości, czułości, wyrozumiałości – i czasu.

The Last Guardian, SIE Japan Studio, Sony, PlayStation 4

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj