Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Książki

Kryminał braci Marx

Recenzja książki: Thomas Pynchon, „Lewy bilet”

Preferuj w Google
Dodaj nas do ulubionych źródeł w Google, aby częściej widzieć „Politykę” w wynikach wyszukiwania.
x
Thomas Pynchon, „Lewy bilet” Thomas Pynchon, „Lewy bilet” materiały prasowe
Pynchonowi najwyraźniej było mało igrania ze schematami powieści detektywistycznej, bo – po „Wadzie ukrytej” i „W sieci” – sięgnął po nie raz jeszcze.

Pynchonowi najwyraźniej było mało igrania ze schematami powieści detektywistycznej, bo – po „Wadzie ukrytej” i „W sieci” – sięgnął po nie raz jeszcze. Akcję osadził we wczesnych latach 30. XX w., choć spuściznę klasyków traktuje bez litości – czarny kryminał ma tu odcień błazenady, trochę jakby bracia Marx kręcili własną wersję powieści Chandlera, choć jednocześnie Pynchon jest sobą i co chwila czytelników nieprzyjemnie szturcha, przypominając, że jego książkę powinno się czytać także jako ostrzeżenie przed powtórką z historii. Hicks McTaggart, dawny łamistrajk, dziś prywatny detektyw, dostaje zlecenie odnalezienia zaginionej córki magnata nabiałowego („Ala Capone’a serów twardych”).

Thomas Pynchon, Lewy bilet, przeł. Piotr Siemion, ArtRage, Warszawa 2026, s. 528

Polityka 42.2026 (3586) z dnia 13.10.2026; Afisz. Premiery; s. 68
Oryginalny tytuł tekstu: "Kryminał braci Marx"
Reklama