Książki

Proces, którego nie było

Recenzja książki: Andrzej Bart, "Fabryka muchołapek"

Portret Łodzi na przestrzeni wieku

Najnowsza książka laureata Nagrody Kościelskich Andrzeja Barta (ur. 1951 r.) znakomicie wpisuje się w nowatorski sposób pisania o Holocauście. „Fabryka muchołapek” przywodzi bowiem na myśl opublikowaną niedawno po polsku wybitną powieść Dawida Grosmana „Patrz pod: Miłość”. Grosman połączył w niej grozę zagłady z surrealizmem. U Barta z kolei całość rozgrywa się na krawędzi majaczenia i rzeczywistości.

Główny bohater, porte-parole autora, wkracza w nieistniejący świat, w którym czas nie odgrywa żadnej roli. Spotyka tu m.in. siostry Franza Kafki, Hannę Arendt czy Janusza Korczaka (dwoje ostatnich w roli sądowych świadków). Okazuje się, że trafiliśmy na proces jednej z najbardziej kontrowersyjnych postaci Holocaustu, przewodniczącego Judenratu w łódzkim getcie Chaima Rumkowskiego. Proces ten nigdy się nie odbył. W rzeczywistości Rumkowski zginął w Auschwitz w 1944 r. Do dziś toczą się o „władcę” łódzkiego getta spory. Jedni uważają go za zbrodniarza, który otwarcie współpracował z Niemcami i przyczynił się do eksterminacji wielu rodaków. Inni widzą w nim świetnego organizatora, dzięki któremu to z łódzkiego getta ocalało najwięcej Żydów.

Ważnym tematem powieści jest też samo miasto – Bart portretuje Łódź na przestrzeni niemal wieku, od przedwojnia, przez Litzmannstadt, do dziś. Nie brak tu charakterystycznej dla pisarza intertekstualności, aluzji i kulturowych cytatów. „Fabryka muchołapek” potwierdza, że jest on jednym z najlepszych i najbardziej niedocenianych polskich prozaików współczesnych.

Andrzej Bart, Fabryka muchołapek, W.A.B., Warszawa 2008, s. 280 

Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Jak komunikować swoje potrzeby

Jak wyrazić swoje potrzeby, aby inni je uwzględniali.

Anna Dąbrowska, Anna Dobrowolska
06.02.2018
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną