Recenzja płyty: The Heavy, "The Glorious Dead"

Anglicy patrzą na zachód
Niecałe 40 minut muzyki (10 kompozycji własnych zespołu) z bardzo dobrym wokalem Kelvina Swaby’ego.
materiały prasowe

Pochodzą z okolic Bath w południowo-zachodniej Anglii, mają na koncie trzy duże płyty i zaskakują różnorodnością pomysłów muzycznych i bogactwem brzmień. Grupa The Heavy pokazała właśnie światu swoją najnowszą płytę „The Glorious Dead”. Mocne gitarowe granie wspomagają wyrazistym brzmieniem instrumentów dętych i smyczków, a także swobodnym użyciem różnorakich sampli. Silną stroną zespołu są trudne do jednoznacznego stylistycznego zaszeregowania kompozycje. The Heavy z upodobaniem bawią się gatunkami muzycznymi. Wydawałoby się, że najwygodniej wrzucić zespół do niezwykle pojemnego pudełka z napisem „indie rock” albo „alternatywa”, ale te określenia znaczą wszystko i jednocześnie nic.

W muzyce The Heavy mamy więc i rocka, i silne wpływy amerykańskiego soulu, funku, bluesa, a także klimaty jakby z filmowej ścieżki dźwiękowej. „The Glorious Dead” to niecałe 40 minut muzyki (10 kompozycji własnych zespołu) z bardzo dobrym wokalem Kelvina Swaby’ego. Tu i ówdzie odzywa się echo twórczości Toma Waitsa albo The Black Keys, co może świadczyć o wyraźnym ukierunkowaniu zespołu na rynek amerykański. Nic zresztą w tym złego, bo The Heavy bezsprzecznie zasługują na międzynarodowy sukces.

The Heavy, The Glorious Dead, Counter Records

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną