Muzyka

Power trio bez poweru

Recenzja płyty: Craig Erickson, "Galactic Roadhouse"

materiały prasowe
Do brzmienia zespołu nie można mieć zastrzeżeń – jest stylowe i dynamiczne. Niestety, kompozycje rażą schematyzmem i całkowitym brakiem oryginalności.

Amerykański bluesman Craig Erickson zaczynał swoją karierę jako cudowne dziecko, zakładając pierwszy własny zespół w wieku 13 lat. Pierwsza płyta Ericksona, „Roadhouse Stomp”, ukazała się w 1992 r. Od tego czasu artysta nagrywa i publikuje regularnie. Na swojej najnowszej płycie, zatytułowanej „Galactic Roadhouse”, Erickson eksploatuje znaną od dziesięcioleci formułę „power trio”, czyli grania (i oczywiście śpiewania) w składzie gitara, bas, perkusja. Legendarnych już przykładów takich formacji jest wiele – choćby Blue Cheer, The Jimi Hendrix Experience, Cream, Police, ZZ Top. Ma więc Erickson z kim iść w zawody.

Do brzmienia zespołu nie można mieć zastrzeżeń – jest stylowe i dynamiczne. Niestety, kompozycje rażą schematyzmem i całkowitym brakiem oryginalności. Craig Erickson zbytnio chyba zaufał swoim umiejętnościom jako autora i, niestety, stworzył samodzielnie wszystkie piosenki na płycie. W związku z tym podczas słuchania albumu co pewien czas wieje nudą. Gdyby zamiast pełnowymiarowego wydawnictwa powstała tzw. epka, pewnie byłoby lepiej. No, ale gdyby ciocia miała wąsy…

Craig Erickson, Galactic Roadhouse, Blues Bureau International

Polityka 42.2012 (2879) z dnia 17.10.2012; Afisz. Premiery; s. 79
Oryginalny tytuł tekstu: "Power trio bez poweru"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Jak komunikować swoje potrzeby

Jak wyrazić swoje potrzeby, aby inni je uwzględniali.

Anna Dąbrowska, Anna Dobrowolska
06.02.2018
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną