Muzyka

Front mocnego rokendrola

Recenzja płyty: Dogbite, „Dynamit”

materiały prasowe
Nowa płyta zespołu jest brzmieniowo tak wycyzelowana, że można odnieść wrażenie pewnego niedostatku spontaniczności.

Front rokendrola (właśnie z taką pisownią, bo chodzi o swojską realizację uniwersalnego idiomu). Warszawski zespół Dogbite, który zyskał kiedyś sławę piosenką do filmu „Dzień świra”, traktuje tradycję rockową jako coś z gruntu oczywistego, ale nie chce być prostą kalką anglosaskiej rockowej klasyki. Układem odniesienia są tu raczej Niemcy (Toten Hosen z odcieniem Rammsteina). W dodatku nowa płyta zespołu „Dynamit” jest brzmieniowo tak wycyzelowana, że można odnieść wrażenie pewnego niedostatku spontaniczności. Gitary nie kokietują wirtuozerią, za to tworzą coś na kształt Spectorowskiej ściany dźwięku, wokale, choć nieskomplikowane, układają się w przejrzyste harmonie, bębny z basem porządkują wszystko jeszcze wyraźniej.

Dogbite to dziś jeden z wielu zespołów, które tworzą ów osobliwy front powrotu do lat 70. i 80., zaś muzyka na płycie „Dynamit”, z iście dynamiczną tytułową piosenką na czele, nie ma pretensji rewolucyjnych i służy raczej zabawie niż czemukolwiek innemu. Czy jednak nie o to chodziło na początku historii rocka?

 

Dogbite, Dynamit, Fonografika

Polityka 23.2013 (2910) z dnia 04.06.2013; Afisz. Premiery; s. 75
Oryginalny tytuł tekstu: "Front mocnego rokendrola"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Sarmata, hipis, mundurowy? Polskie wzorce męskości

Dr hab. Wojciech Śmieja o tym, jak ukształtował się osobliwy, polski wzorzec tak zwanego prawdziwego mężczyzny.

Ewa Wilk
30.09.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną