Muzyka

Muzyka, nie metryka

Recenzja płyty: Buddy Guy, „Rhythm and Blues”

materiały prasowe
Pozycja nie tylko dla fanów bluesa, ale dla wszystkich tych, którzy cenią dobrą muzykę.

Dobiegający osiemdziesiątki Buddy Guy wydaje się nie zauważać nie tylko swego wieku, ale i zmieniających się mód muzycznych. Konsekwentnie gra wspaniałego bluesa, wciąż zadziwiając swoją maestrią i witalnością. Dowodem niech będzie najnowszy album artysty, dwupłytowe wydawnictwo zatytułowane po prostu „Rhythm and Blues”. W zgodzie z tytułem jedną z płyt Guy nazwał „Rhythm”, a drugą, naturalnie, „Blues”. Ten podział jest zresztą niezbyt istotny, gdyż piosenki na obu krążkach można bez problemu pozamieniać, dobitnie dowodząc, że granice między gatunkami są niezwykle płynne. Ważne jest przede wszystkim to, że słuchacz otrzymuje dużą porcję świetnej, stylowej muzyki wykonywanej nie tylko przez samego mistrza, ale też jego gości. A zestaw tych gości bardzo interesujący – obok słynnej sekcji Muscle Shoals Horns artystę wspomagają m.in. Kid Rock, Beth Hart, a także trójka przedstawicieli grupy Aerosmith. Centralną postacią jest tu jednak Buddy Guy, nie tylko jako wokalista, ale też mistrz gitary. W końcu nieprzypadkowo znalazł się w gronie 30 najlepszych gitarzystów wszech czasów magazynu „Rolling Stone”. „Rhythm and Blues” to pozycja nie tylko dla fanów bluesa, ale dla wszystkich tych, którzy cenią dobrą muzykę.

 

Buddy Guy, Rhythm and Blues, RCA

Polityka 34.2013 (2921) z dnia 20.08.2013; Afisz. Premiery; s. 67
Oryginalny tytuł tekstu: "Muzyka, nie metryka"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Nauka

Skąd dramatyczne wahania liczby infekcji covid-19?

Czym tłumaczyć gwałtowny spadek raportowanych zakażeń koronawirusem? Rozmawiamy z dr. Franciszkiem Rakowskim z ICM, który modeluje przebieg pandemii od samego jej początku.

Karol Jałochowski
26.11.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną