Muzyka

Żwawy zabytek

Recenzja płyty: The Reverend Horton, „Rev”

materiały prasowe
13 idealnie wystylizowanych kompozycji lidera grupy Jima Heatha, to smakowita dawka muzycznej zabawy wcale nie tylko dla emerytów.

Co jakiś czas ze zdziwieniem konstatuję, że mama (a kto wie, może i babcia) rock and rolla, czyli muzyka rockabilly, to nie tylko omszały zabytek, tkwiący w zakamarkach pamięci emerytowanych melomanów. Ta prosta, żywiołowa muzyka powraca, czasem nawet w wykonaniu polskich zespołów. Oczywiście w Stanach, jej ojczyźnie, ma najwięcej wiernych wykonawców i fanów. Trio The Reverend Horton Heat należy do najsłynniejszych, aktywnych od lat 90. ubiegłego wieku, przedstawicieli gatunku. Najnowszy album grupy, zatytułowany po prostu „Rev”, 13 idealnie wystylizowanych kompozycji lidera grupy Jima Heatha, to smakowita dawka muzycznej zabawy wcale nie tylko dla wyżej wspomnianych emerytów. A jeśli to jeszcze kogoś nie przekonuje, to może zadziała element patriotyczny, czyli sprawdzona informacja, że w The Reverend Horton Heat przez cztery lata na perkusji grał Bobby Baranowski.

 

The Reverend Horton Heat, Rev, Victory Records

Polityka 6.2014 (2944) z dnia 04.02.2014; Afisz. Premiery; s. 73
Oryginalny tytuł tekstu: "Żwawy zabytek"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Świat

Meghan i Harry zadali cios tysiącletniej monarchii

Szacowny dom Windsorów sypie się w posadach. Ostatnie miesiące przypominają kryminał Agaty Christie „I nie było już nikogo”, bo „znikają” kolejni członkowie królewskiej rodziny.

Marek Rybarczyk
09.01.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną