Muzyka

Spełnione nadzieje

Recenzja płyty: Blues Pills, „Blues Pills”

materiały prasowe
Dziesięć bardzo dobrych, klasycznie rockowych, kawałków z będącą w doskonałej formie Larsson i obfitą prezentacją talentów towarzyszących jej kolegów.

Niezbyt dawno temu, bo w maju, chwaliłem na tych łamach małą płytę międzynarodowej grupy Blues Pills. Przypomnę, że w zespole śpiewa Szwedka Elin Larsson, sekcję rytmiczną, czyli bas i bębny, obsługują Amerykanie Cory Berry i Zack Anderson, a na gitarze popisuje się doskonałą grą młodziutki Francuz Dorian Sorriaux. Na EP-ce „Devil Man” znalazły się tylko cztery, ale własne i świetne piosenki. To wystarczyło, by natychmiast pojawiły się porównania z takimi legendami jak Hendrix, Joplin, Cream, Led Zeppelin czy wczesny Fleetwood Mac. Niezależnie od trafności tych opinii pojawia się wniosek, że mimo falowych ataków ze strony współczesnych producentów stukano-pukanej muzyki tanecznej istnieje tęsknota za młodymi kontynuatorami rasowego rocka czy blues rocka. Album zatytułowany po prostu „Blues Pills” w żadnym stopniu nie rozczarowuje. Dziesięć bardzo dobrych, klasycznie rockowych, kawałków z będącą w doskonałej formie Larsson i obfitą prezentacją talentów towarzyszących jej kolegów. Jeśli tylko nie ugną się pod ciężarem pochwał i presją oczekiwań, jeszcze nie raz zachwycą miłośników prawdziwego rocka.

 

Blues Pills, Blues Pills, Nuclear Blast

Polityka 34.2014 (2972) z dnia 19.08.2014; Afisz. Premiery; s. 73
Oryginalny tytuł tekstu: "Spełnione nadzieje"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Prof. Ewa Łętowska o sztuce godzenia się z nieuniknionym i przemijaniu

Prof. Ewa Łętowska o przemijaniu i przygotowaniach do śmierci. I o tym, co nas jeszcze w Polsce może czekać.

Violetta Krasnowska
08.12.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną