Recenzja płyty: Tomek Lipiński, „To, czego pragniesz”

Lipiński osobiście
Oldskulowe riffy gitary i matowy, zmęczony głos Tomka.
materiały prasowe

Nowy album Tomka Lipińskiego najwyraźniej adresowany jest do dawnej publiczności polskiego boomu rockowego i do ludzi z odpowiednim zasobem społecznej pamięci. Otwierająca płytę piosenka „Hej, witaj znów” brzmi, jakby ją wyjęto z repertuaru Brygady Kryzys (jest tu nawet nawiązanie w tekście do „Centrali” z 1981 r.), a „Nie idź w tamtą stronę” powtarza styl reggae’owych kawałków zespołu Izrael. Ale ważne są również przesłania. Utwór tytułowy to rodzaj buddyjskiego manifestu (jeśli coś takiego jest do pomyślenia). „Trzeba ją wychłostać” to krzyk w obronie kobiet zabijanych, gwałconych i sądzonych gdzieś w Indiach czy w Afryce. „Modlitwa” jest modlitwą o pokój, a „Sześćdziesiąty ósmy” przypomina o hańbie rodzimego antysemityzmu. Oldskulowe riffy gitary i matowy, zmęczony głos Tomka są odpowiednią ramą dla tych przestróg, nawoływań i wspomnień. Przydałoby się więcej energii i melodii, ale – wszystko na to wskazuje – chodziło tu o jak najbardziej osobisty ton, o „aktualny stan ducha” autora. Co zostało okazane.

Tomek Lipiński, To, czego pragniesz, Warner

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną