Recenzja płyty: Jafia, „Ka ra va na”

Do źródeł reggae
Daje szansę tym odbiorcom, którzy zapalonymi fanami reggae nie są.
materiały prasowe

Do niedawna Jafia Namuel, a dziś Jafia, gra od 1994 r. i słusznie uchodzi za jeden z najlepszych polskich bandów specjalizujących się w oryginalnej (roots) odmianie reggae. Jego wokalista Dawid Portasz zdumiał swego czasu jamajskich muzyków barwą głosu i sposobem śpiewania. Śpiewasz jak nasi – mówili mu, kiedy z Mateuszem Pospieszalskim w legendarnym studio Tuff Gong w Kingston nagrywał płytę „Rastasize”. Faktycznie, głos Dawida to główny atut Jafii, ale nie jedyny, co potwierdza najnowsza płyta zespołu. „Ka ra va na” zawiera bowiem wszystko, czym Jaffia się wyróżniała, ale też coś jeszcze. Otóż mamy tu do czynienia z ciekawą podróżą muzyczną, która zaczyna się od idiomatycznej wersji reggae, ale potem zmierza ku soulowi (m.in. „Skrucha” z wokalem Kayah), wchodzi w klimaty R&B, funk czy nawet gospel. Odkrywa nie zawsze oczywiste konteksty muzyki, która pół wieku temu powstawała na Jamajce, by po kilku latach rozpocząć podbój świata. „Ka ra va na” to płyta melodyjna i przebojowa, co nie musi oznaczać ukłonu w stronę niewybrednego popu, za to daje szansę tym odbiorcom, którzy zapalonymi fanami reggae nie są.

Jafia, Ka ra va na, Pomaton

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną