Recenzja płyty: Ryby, „Kenia”

Wakacje w Przasnyszu
Jest to płyta w pewien sposób głęboko patriotyczna, jednak bez szans na wsparcie z budżetu Ministerstwa Kultury.
materiały prasowe

Niech nikogo nie zwiedzie egzotyczny tytuł – „Kenia”, którą proponują Ryby, to nie tropikalne słońce, ale „mróz, mgła, ciemność i śnieg”. Nie antylopy, lwy i gazele, tylko raczej szare wilki, harcerze i starość w nieocieplonym bloku. Oraz marzenia o wakacjach w Afryce, które i tak skończą się na zwiedzaniu muzeum powstań w Przasnyszu. Jest to bowiem płyta w pewien sposób głęboko patriotyczna, jednak bez szans na wsparcie z budżetu Ministerstwa Kultury. Chyba żeby wersy Grzegorza Uzdańskiego (autor „Nowych wierszy sławnych poetów”) potraktować zupełnie serio – dramatyczny refren „Polski” ze słowami „Gdzie złoty łan, gdzie gorzki chleb, gdzie Polska?” aż się prosi o chóralne odśpiewanie na sto dumnych gardeł, ale zwrotka może już budzić wątpliwości: „Jej własny mąż sam sprząta dom/kto tak go wychował i co będzie z Polską?”. Swoją wyliczankę kryzysów Ryby podają w formie zgrabnych gitarowych piosenek, które potrafią znienacka rozwinąć się w rozimprowizowane monologi, a całość jawi się jako najgorsza propozycja na lato, której jednak nie sposób nie polecić.

Ryby, Kenia, Thin Man Records

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną