Muzyka

Album mroku

Recenzja płyty: Nick Cave and the Bad Seeds, „Skeleton Tree”

materiały prasowe
To nie płyta, to kawałek życia. Przekonywał o tym film „One More Time with Feeling”, który Nick Cave zaprezentował na całym świecie jednego wieczoru – w przeddzień premiery.

Australijski muzyk, celujący w posępnych odmianach rocka, a później twórczości balladowej, pokazywał się już w filmie („20 000 dni na Ziemi”), ale była to autoprezentacja, a nie – jak tu – wiwisekcja. Teraz odsłonił się jako bezradny ojciec, który rok temu stracił syna, i próbując poradzić sobie ze stratą, zastanawia się, czy można ją przekuć w sztukę. Bo jak ktoś, kto i bez tego operował w mrocznych rejonach ludzkiej psychiki, ma zareagować w takiej chwili? Album „Skeleton Tree”, którego powstawanie widzimy w filmie, sugeruje, że odpowiedzią jest otwarcie się na innych – śpiewający drżącym głosem Cave jest tu prowadzony za rękę przez jego stałego muzycznego kompana Warrena Ellisa. Decydują się na niedoskonałość, rozpływające się rytmicznie utwory, improwizację, poruszający rodzaj błądzenia z przejściem na jasną stronę na końcu, w utworze tytułowym, najbardziej przypominającym resztę repertuaru Cave’a. Jako człowiek wyszedł z tego może pogruchotany, ale jako artysta po norwidowsku „zmierzył swojego kształt modelu” i tylko się wzmocnił.

Nick Cave and the Bad Seeds, Skeleton Tree, Bad Seed Ltd.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Syn, który nie rozstał się ze swoją matką – częsta przyczyna małżeńskich kryzysów

Prof. Bogdan de Barbaro o relacjach z teściowymi i teściami, babciami i dziadkami.

Agnieszka Krzemińska
17.04.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną