Muzyka

Ogień z Antypodów

Recenzja płyty: Airbourne, „Breakin’ Outta Hell”

materiały prasowe
Jak w tytule albumu – piekielny ogień od pierwszej do ostatniej nuty.

Australia nie od dzisiaj i nie od wczoraj zaopatruje światowy rynek muzyczny w wysokooktanowe paliwo rockowe. AC/DC, Wolfmother, Rose Tattoo, Catfish – te nazwy zna każdy miłośnik ostrego rocka. Do tej grupy należy również bez wątpienia kwartet o nazwie Airbourne. Założony przez wokalistę i gitarzystę Joela O’Keeffe wraz z grającym na perkusji bratem Ryanem zespół wydał właśnie płytę „Breakin’ Outta Hell”. Wszelkie recenzje i analizy zawartości albumu podsumowuje lapidarna informacja zamieszczona na okładce: „No ballads, no bullshit”. I tak właśnie jest. 11 pędzących na złamanie karku rockowych kawałków nadających się zarówno do łamiącej ograniczenia prędkości jazdy samochodem, jak i do szalonej imprezy, w obu przypadkach prędzej czy później skazanych na interwencję policji. Airbourne grzeją niemiłosiernie i, zgodnie z cytowaną deklaracją, nie zawracają sobie głowy ani gitary balladami. Jak w tytule albumu – piekielny ogień od pierwszej do ostatniej nuty.

Airbourne, Breakin’ Outta Hell, Spinefarm Records

Polityka 44.2016 (3083) z dnia 25.10.2016; Afisz. Premiery; s. 77
Oryginalny tytuł tekstu: "Ogień z Antypodów"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Świat

CZECHY: Bezlitośni komornicy

Huragan, który niedawno uderzył w Morawy, nie tylko pozrywał tysiące dachów, lecz także odsłonił patologię czeskiej branży komorniczej, ścigającej za długi nawet dzieci.

Tomasz Maćkowiak
02.08.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną