Recenzja płyty: Madness, „Can’t Touch Us Now”

Madnessowe granie
Solidna porcja pełnego uroku i londyńskiego wdzięku madnessowego grania.
materiały prasowe

Założona w Londynie grupa Madness właśnie obchodzi 40-lecie. Szczyt popularności osiągnęli w połowie lat 80. XX w., ale nie bacząc na następujące po sobie mody muzyczne, trwali i nagrywali, wierni własnej wizji muzyki rozrywkowej. A ta zawsze obejmowała umiejętne łączenie melodyjnego popu, ska i soulu ze zdarzającym się tu i ówdzie ukłonem w stronę jazzu. Wszystko to okraszone dużą dawką humoru i dystansu do siebie. Taką właśnie muzykę znajdziemy na najnowszej płycie zespołu, „Can’t Touch Us Now”. Jest i kołyszący rytmem reggae „Grand Slam”, jest potencjalnie przebojowy, bardzo brytyjski „Mr. Apples”, jest wreszcie urocze, melodyjne „(Don’t Let Them) Catch You Crying”. Jest też, niestety, kilka tzw. fillerów, czyli „wypełniaczy”, piosenek, które umykają z pamięci zaraz po wysłuchaniu. Szkoda, bo obniżają nieco ocenę całości. Ale „Can’t Touch Us Now” to i tak solidna porcja pełnego uroku i londyńskiego wdzięku madnessowego grania.

Madness, Can’t Touch Us Now, UMC

Ocena: 3,5/6

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną