Recenzja płyty: Albert Castiglia, „Big Dog”

Do słuchania i do tańca
Słucha się, a jak przyjdzie ochota, to się tańczy.
materiały prasowe

Lista gwiazd bluesowych, z którymi pracował Albert Castiglia, jest długa i imponująca. Takie CV nie przyniosłoby ujmy żadnemu muzykowi, ale przecież i tak najwartościowsze są własne dokonania, a tych ten muzyk też nie musi się wstydzić. Urodzony w Nowym Jorku, w wieku pięciu lat wraz z rodzicami przeniósł się do Miami, gdzie rozpoczął naukę gry na gitarze. Od młodych lat interesował się bluesem, ale nieobce mu były wycieczki w stronę rocka, soulu czy nawet country. Nagrywa od 2004 r., kiedy ukazała się jego pierwsza, wydana własnym sumptem płyta „Burn”. Najnowszy album to „Big Dog” z 11 soczystymi bluesami, dowodzący, że Castiglia jest nie tylko sprawnym gitarzystą, ale również bardzo dobrze śpiewa, co niegdyś docenił Junior Wells, zapraszając go do swojego zespołu. Na „Big Dog” znalazły się przede wszystkim kompozycje własne Castiglii, bardzo zresztą stylowe i dobrze brzmiące. Warto wyróżnić rozpoczynający płytę utwór „Let the Big Dog Eat”, dobrą kompozycję Mike’a Zito „Don’t Let Them Fool Ya” i rockandrollowy, nieco w stylu Chucka Berry’ego, kawałek Castiglii „What the Hell Was I Thinking”. Słucha się, a jak przyjdzie ochota, to się tańczy.

Albert Castiglia, Big Dog, Ruf

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną