Recenzja płyty: Black Star Riders, „Heavy Fire”

Emocje i profesjonalizm
Black Star Riders to zespół, którego nazwę wielu fanów muzyki rockowej wymienia jednym tchem z Thin Lizzy.
Nuclear Blast/materiały prasowe

Trudno zresztą się dziwić, skoro w składzie BSR znajdują się członkowie legendarnej irlandzkiej grupy, Scott Gorham i Ricky Warwick. Również muzycznie znajdujemy tu wiele podobieństw. Muzyka Black Star Riders to klasyczny ciężki rock z miejscem na popisy gitarowe, nieprzytłaczające jednak zawsze obecnej melodii. To wszystko odnajdziemy na nowej, trzeciej już płycie zespołu, stosownie zatytułowanej „Heavy Fire”. Ciężkiego ognia tu nie brakuje ani przez chwilę. Startujemy od razu mocno, utworem tytułowym, a potem jest równie dobrze. Warto nie pożałować mocy na solo gitary w „Who Rides the Tiger”, trochę uspokoić się przy nastrojowym „Cold War Love”, by znowu odlecieć w rockowe wspomnienie o Thin Lizzy przy „Testify or Say Goodbye”.

Nie jest to może muzyka modna, ale tchnie prawdziwą emocją, a zawodowstwo wykonawcze może być wzorem dla każdego, nawet nieprzychylnego rockowym dźwiękom odbiorcy.

Black Star Riders, Heavy Fire, Nuclear Blast

Ocena: 4,5/6

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną