Recenzja płyty: Anderson East, „Encore”

Mieszanka z Południa
Jakość wykonania – doskonała, soul miesza się tu z country i rockiem, dynamiczne kawałki z balladami, a po wysłuchaniu całości chce się „Encore” odtworzyć jeszcze raz.
materiały prasowe

Wielu współczesnych amerykańskich artystów wręcz z premedytacją chowa się w pudełku z napisem „americana” bądź „roots”. Stanowi to alibi dla przemieszczania się po stylach muzycznych, bez narażenia się na nieco deprecjonujące określenie „eklektyczny”. Kompozytor i wokalista Anderson East (a właściwie Michael Anderson, bo tak brzmi jego prawdziwe nazwisko) ma bardzo solidne podstawy, by w swojej muzyce kompilować różnorodne wpływy stylistyczne. Urodzony na południu Stanów, w Alabamie, dorastał w domu, w którym dominowała muzyka gospel. Jako nastolatek odkrywał inne gatunki, takie jak rock, soul, pop czy blues. Doświadczenia z młodości stały się fundamentem, na którym młody artysta się opierał, tworząc swoje piosenki. Przykładem takiego podejścia może być najnowszy album zatytułowany „Encore”. Znajdziemy tu nie tylko jego własne kompozycje. Są piosenki napisane wspólnie z takim gwiazdami, jak Chris Stapleton czy Ed Sheeran. Są utwory zapożyczone, np. od Williego Nelsona czy Teda Hawkinsa. Jakość wykonania – doskonała, soul miesza się tu z country i rockiem, dynamiczne kawałki z balladami, a po wysłuchaniu całości chce się „Encore” (nomen omen, bo to po angielsku „bis”) odtworzyć jeszcze raz.

Anderson East, Encore, New Elektra

Ocena: 4,5/6

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną