Recenzja płyty: Kanye West, „Ye”

Dwa bieguny gwiazdy
Linijkom tekstów towarzyszy nieco lżejsza niż ostatnio muzyka, znów oparta o sample z mniej znanych, zwykle starszych utworów, zgrabnie wkomponowane pomiędzy głosy zaproszonych na płytę gości.
materiały prasowe

Okładka z przypadkowym zdjęciem wykonanym z samochodu wiozącego artystę na premierę płyty – ogłoszoną w ostatniej chwili – i przewrotnym hasłem „Nienawidzę być osobą dwubiegunową jest świetnie” sugeruje osobiste tematy. Bo wiemy, że Kanye West wylądował niedawno na obserwacji na oddziale psychiatrycznym. Krótki zestaw siedmiu utworów sławny raper i producent wykorzystuje m.in. do tego, by wyjaśnić swoje kontrowersyjne uwagi na temat niewolnictwa, odnieść się do #MeToo, w niezbyt delikatny sposób opisać seksapil swojej żony Kim Kardashian, a wreszcie zwierzyć się z rozważań o samobójstwie – przedstawionych tu jako planowanie morderstwa na tym kimś, kogo kocha najbardziej. Szeroko już interpretowanym – jak zwykle w wypadku Westa – linijkom tekstów towarzyszy nieco lżejsza niż ostatnio muzyka, znów oparta o sample z mniej znanych, zwykle starszych utworów, zgrabnie wkomponowane pomiędzy głosy zaproszonych na płytę gości. Tak by nagrania w rodzaju „Ghost Town” czy „Wouldn’t Leave” same nabrały płynności starych soulowych klasyków. Od frontu mamy więc grającego memami na temat własnego życia gwiazdora czarnej Ameryki, ale ciągle niezwykle zdolnego artystę w tle. To są tu prawdziwe dwa bieguny.

Kanye West, Ye, Good

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną