Muzyka

Po przejściach

Recenzja płyty: Cat Power, „Wanderer”

materiały prasowe
Gdyby piosenkarki obsadzano w filmach, Chan Marshall grałaby dziewczynę z przeszłością, kobietę po przejściach.

Nagrywając z coraz dłuższymi przerwami jako Cat Power, niejako za każdym razem musi się światu przedstawiać i emocjonalnie odsłaniać. A rodzaj bólu wynikającego z tych zmagań odciska się w jej ciepłym głosie (pasującym i do folku, i do gospel czy bluesa) jak znak wodny. Sam głos nie brzmi gorzej, choć publiczność dostaje z kolejnymi nagraniami informacje o tym, jak Marshall radzi sobie z depresją, alkoholem czy przechodzi poważną operację. „Doktor mi mówił, że nie jestem już swoją przeszłością, że w końcu jestem wolna” – śpiewa tu w „Woman”, jednej z jaśniejszych w nastroju piosenek, wykonanej w duecie z Laną Del Rey. A to i tak rodzaj kompromisu z wydawcą, którego podczas pracy nad materiałem Cat Power zmieniła, zarzucając poprzedniemu (niezależna wytwórnia Matador), że traktował ją jako produkt i chciał, by brzmiała jak Adele. Tu jest bliżej charakterystycznego dla siebie oszczędnego folku. Choć przez moment („Horizon”) przetwarza głos przez Auto-tune, a później odchodzi na chwilę od autorskiego repertuaru i wykonuje balladę „Stay” Rihanny – ale w bardziej pokiereszowanej, naturalnej i intymnej wersji z demonstracyjnie rozklekotanym fortepianem.

Cat Power, Wanderer, Domino

Polityka 40.2018 (3180) z dnia 02.10.2018; Afisz. Premiery; s. 81
Oryginalny tytuł tekstu: "Po przejściach"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ludzie i style

Jak amerykańskie flippery z Francji do Polski trafiły

Flippery, czyli zręcznościowe, elektromechaniczne maszyny do grania, były kiedyś obowiązkowym elementem wyposażenia w barach, hotelach i... nocnych klubach. O ich losach opowiada Marek Jasicki, który importował je z Francji do Polski.

Łukasz Dziatkiewicz
15.09.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną