Muzyka

Melancholijnie, melodyjnie

Recenzja płyty: Mela Koteluk, „Migawka”

materiały prasowe
Trzecia płyta Meli Koteluk idzie wytyczonym wcześniej traktem lokującym twórczość tej artystki gdzieś między bezpretensjonalnym popem a indie-rockiem.

Podobnie jak na poprzednich dwóch albumach walorem głównym jest głos Meli – mocny, a zarazem dziewczęco delikatny. Głos właśnie, obok gitar, smyczków czy harfy (vide: piosenki „Janie” i „Ja, fala”) buduje dźwiękową przestrzeń i kształtuje emocjonalny klimat utworów. Przeważa niełatwy do opisania nastrój melancholii. Niełatwy, bo z jednej strony wyrażający się w niby-transowej monotonii, z drugiej zaś w melodyce przeplatającej liryzm ballady ze wzniosłością hymnu, przypominającą trochę słynne przeboje Enyi. Rozpoznajemy w tym wszystkim niezawodną rękę producenta Marka Dziedzica, który bardzo dobrze sobie radzi z konstruowaniem nastroju i wykorzystywaniem w tym celu odpowiednio dobranej linii melodycznej. Generalnie – płyta z pewnością udana, choć być może stanowiąca już jakieś podsumowanie dotychczasowego etapu kariery Meli Koteluk, po którym przyjdzie (kto wie?) coś zupełnie nowego.

Mela Koteluk, Migawka, Warner

Polityka 49.2018 (3189) z dnia 04.12.2018; Afisz. Premiery; s. 75
Oryginalny tytuł tekstu: "Melancholijnie, melodyjnie"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Jak pozostać sobą po spektakularnym sukcesie bądź porażce

Jak sobie poradzić z porażką, ale też sukcesem.

Grzegorz Gustaw
08.08.2017
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną