Muzyka

Opera o kłopotach z cerą

Recenzja płyty: Chór i Orkiestra Opery Krakowskiej, „Stanisław Moniuszko, Beata”

materiały prasowe
Słucha się tego miło, do czego walnie przyczyniają się muzycy Opery Krakowskiej.

To pierwsze nagranie dzieła, które po wojnie zachowało się tylko w wyciągu fortepianowym. Wykonanie jej stało się możliwe dzięki rekonstrukcji, jakiej dokonał kompozytor Krzysztof Baculewski. Ostatnia opera Moniuszki, a właściwie śpiewogra, z założenia o lżejszym charakterze, została wystawiona na warszawskiej scenie i nie zdobyła powodzenia, a kompozytor przejęty krytyką zaraz potem przedwcześnie zmarł. Nie wybaczono mu błahości tematu w czasie po powstaniu styczniowym. Akcja „Beaty” rozgrywa się w szwajcarskiej górskiej wiosce, a tytułowa bohaterka to piękna dziewczyna, która przeszła ospę i pozostały jej drobne ślady. Wioskowy głupek Hans chce się z nią ożenić i przekonuje ją, że zbrzydła, więc nie będzie się już podobać swemu ukochanemu Maksowi. Wszystko oczywiście kończy się dobrze. Muzyka ma charakter i energię typową dla dzieł Moniuszki, czyli po prostu polski, swojski – jak zauważa w omówieniu autor rekonstrukcji, Szwajcarzy i Anglicy w „Beacie” śpiewają podobnie jak Hindusi w „Parii”, polscy wieśniacy we „Flisie” czy szlachta w „Hrabinie”. Nie brak tu nawet krakowiaka i poloneza. Tylko na zakończenie jest walc, przywołujący operetkowy charakter. Bez myśli o kontekście historycznym słucha się tego miło, do czego walnie przyczyniają się muzycy Opery Krakowskiej.

Soliści, Chór i Orkiestra Opery Krakowskiej, dyr. Tomasz Tokarczyk, Stanisław Moniuszko, Beata, DUX

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Czym są uczucia między robotami a ludźmi?

Jak autorka niemieckiego „Die Zeit” próbowała zaprzyjaźnić się ze „sztucznym inteligentem”, Botrisem.

Ana Mayr, [tł.] Adam Krzemiński
14.05.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną