Oferta na pierwszy rok:

4 zł/tydzień

SUBSKRYBUJ
Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 24,99 zł!

Subskrybuj
Muzyka

Antony and The Johnsons: kontemplacja zamiast eksperymentów

Recenzja płyty: Antony and The Johnsons, The Crying Light

Opowieści o alienacji

Nowa płyta Antony'ego and The Johnsons wywołuje mieszane uczucia. A oczekiwania były ogromne. Drugi album przyniósł im sławę, nagrody i uznanie. Lider projektu Antony Hegarty stał się jedną z centralnych postaci alternatywnego popu. Wokół niego zaczęli krążyć artyści tej rangi, co Björk, Lou Reed, David Tibet, Coco Rosie, Jamie Saft czy Marc Almond. A wszystko to za sprawą świeżości jego propozycji, zarówno muzycznej, jak i tej kulturowej. Okazało się, że intymne do granic ekshibicjonizmu opowieści transseksualisty o odrzuceniu, rozdarciu i zagubieniu są w stanie chwycić za serce nie tylko osoby zainteresowane sztuką queer oraz że obok niezwykłego głosu, charakterystycznej maniery wokalnej, oryginalnego stylu, dramatyzmu i emocjonalnej głębi nie sposób przejść obojętnie. Może to oznaczać zarówno zachwyt, jak i irytację. Ale czy istnieją bardziej pożądane reakcje publiczności?

Hegarty nie spieszył się z nową płytą. Ze współpracy z wyżej wymienionymi artystami, a także z tymi mniej znanymi, jak My Robot Friend, czy Hercules Love Affair, narodziły się utwory, które pokazały różnorodne, dotąd nieznane oblicza Antony'ego. Bywało, że dalekie od tego powszechnie znanego - podniosłego, kameralnego, sentymentalnego. Teraz zaprezentował się także jako wykonawca muzyki tanecznej oraz tej o eksperymentalnym zacięciu. Nic dziwnego, że wielbiciele wiele obiecywali sobie po nowej płycie. Obiecywali sobie przede wszystkim zaskoczenie.

I zawiedli się. Co prawda, artysta porzucił ton intymnych opowieści o alienacji i skupił się na jedności, jaką odczuwa z przyrodą, urozmaicił muzykę orkiestrowymi aranżacjami, ale pozostał wierny swej dotychczasowej stylistyce kameralnych pieśni. Przy pierwszych odsłuchach poczułam się zawiedziona kontemplacyjnym charakterem płyty, rezygnacją z ekspresyjnej dramaturgii, konwencjonalną formą i śpiewem. Naiwność tekstów, która na poprzednim albumie onieśmielała, teraz zaczęła razić banalnością. Bez urozmaicenia w postaci gości szybko zaczęło robić się monotonnie. Ale z każdym kolejnym przesłuchaniem album zyskiwał w moich oczach: doceniłam ascetyczną formę, brak efekciarstwa, to, że Antony bez kokietowania pokazuje nietuzinkowy talent wokalny, a przede wszystkim i tym razem ujęła mnie umiejętność tworzenia niepowtarzalnego, ciepłego klimatu. Być może Antony chciał powiedzieć, że muzyka niekoniecznie zawsze musi polegać na przeskakiwaniu kolejnych poprzeczek i na udowadnianiu czegokolwiek.

W efekcie powstała dobra, choć nie rewelacyjna płyta, do której wielokrotnie można wracać. Jednak czekam na te inne oblicza Anotny'ego. Bo apetytu zdążył narobić. "The Crying Light" w żaden sposób go nie nasyca.
 

Antony and The Johnsons, The Crying Light, Rough Trade/Sonic
 

 

Reklama

Czytaj także

null
Społeczeństwo

Każde „nie” to głos szatana. Przemoc księży egzorcystów wychodzi na światło dzienne

W czasie śledztwa zamiast skupić się na tym, że odebrano mi wolność i molestowano, zajmowano się udowodnieniem, czy umiem mówić po aramejsku. Gdyby zmienić słowa „oprawca ksiądz” na „oprawca mężczyzna”, optyka na to, co się stało, byłaby zupełnie inna – mówi Irena, egzorcyzmowana wbrew woli przez kilkunastu księży.

Agata Szczerbiak
13.06.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną