Nudna ferajna
Recenzja serialu: „Ricky Gervais: Kocie życie”, scen. Ricky Gervais
Grupa bezdomnych kotów pod wodzą cynicznego Gusa żyje spokojnie w zrujnowanym pustostanie, spędza dni na szwendaniu się po ulicach i robieniu rozmaitych kocich rzeczy, od grzebania po śmietnikach po zaloty. Beztroski czas mija, gdy do grupy przybłąka się zagubione kociątko, a Gus, wbrew swojej naturze, postanowi pomóc mu w odszukaniu domu. Na dodatek dość niespodziewanie odkryje, że obudziło się w nim coś na kształt rodzicielskiego instynktu. Sama koncepcja spojrzenia na życie z kociego punktu widzenia jest już mocno wyeksploatowana, Ricky Gervais zaś nie dokłada tu niczego nowego, a jego serial przypomina miks klasycznego undergroundowego komiksu „Kot Fritz” Roberta Crumba (przeniesionego zresztą na ekran jeszcze w latach 70.) i animowanej „Kociej ferajny”.
Ricky Gervais: Kocie życie, Netflix, 6 odc.