Oferta na pierwszy rok:

4 zł/tydzień

SUBSKRYBUJ
Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 24,99 zł!

Subskrybuj
Teatr

Fantomy w metrze

Recenzja spektaklu: "Manon Lescaut", reż. Mariusz Treliński

Thiago Arancam (des Grieux) i Amanda Echalaz (Manon Lescaut) Thiago Arancam (des Grieux) i Amanda Echalaz (Manon Lescaut) Leszek Szymański / PAP
Na szczęście dyrygent Patrick Fournillier okazuje zrozumienie dla dzieła, więc można przynajmniej posłuchać muzyki.

Trudno dociec, czemu ta jedna z piękniejszych oper Pucciniego nie była w Warszawie grana od 1895 r. (poza wykonaniem koncertowym). Znakomicie więc, że się pojawiła, ale widzowi trudno będzie zgadnąć, o czym jest. Realizatorzy umieścili ją na stacji metra czy też dworcu kolejowym. Wszystko jest na tym dworcu: i plac w Amiens, i bogaty dom starego Geronte, i finałowa pustynia. Pojawiają się ludzie w garniturach, ale tak niezgrabni, że w każdej korporacji wysłano by ich na „dokształt” z wizerunku. Tytułowa Manon nosi się w czerwonym płaszczu i blond peruce. Jest inna, więc zachwyca. W dalszych aktach jest bezwolną i znarkotyzowaną kobietą o ograniczonym repertuarze uwodzicielskim; zakochany w niej des Grieux musi być w istocie mocno zaślepiony. W finale, choć to ona cierpi i umiera, staje się fantomem w dwóch osobach, przywidującym się des Grieux. Dobrze, że chociaż wykonawczyni tej roli, śpiewaczka z RPA Amanda Echalaz, jest w stanie sprostać partii; partnerujący jej brazylijski tenor Thiago Arancam ma większe walory wizualne niż głosowe. Na szczęście dyrygent Patrick Fournillier okazuje zrozumienie dla dzieła, więc można przynajmniej posłuchać muzyki.

Giacomo Puccini, Manon Lescaut, reż. Mariusz Treliński, Teatr Wielki – Opera Narodowa

Polityka 44.2012 (2881) z dnia 29.10.2012; Afisz. Premiery; s. 67
Oryginalny tytuł tekstu: "Fantomy w metrze"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

null
Społeczeństwo

Każde „nie” to głos szatana. Przemoc księży egzorcystów wychodzi na światło dzienne

W czasie śledztwa zamiast skupić się na tym, że odebrano mi wolność i molestowano, zajmowano się udowodnieniem, czy umiem mówić po aramejsku. Gdyby zmienić słowa „oprawca ksiądz” na „oprawca mężczyzna”, optyka na to, co się stało, byłaby zupełnie inna – mówi Irena, egzorcyzmowana wbrew woli przez kilkunastu księży.

Agata Szczerbiak
13.06.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną