Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Teatr

Schematem w Araba

Recenzja spektaklu: "Koniec to nie my", reż. Marcin Liber

Lena Frankiewicz i Marcin Bosak - o miłości i terroryzmie. Lena Frankiewicz i Marcin Bosak - o miłości i terroryzmie. Krzysztof Bieliński / materiały prasowe
Poemat miłosny, arabska baśń i seans psychoanalityczny.

Ona – niemiecka Turczynka, on – Libańczyk. Poznają się na studiach medycznych, zakochują, planują wspólną przyszłość w Niemczech. Nagle on rzuca studia, zaczyna znikać na całe miesiące, gdy wraca, przeplata zapewnienia o miłości z oskarżeniami o egoizm i myślenie o karierze, kiedy bracia muzułmanie cierpią ucisk ze strony Zachodu. A potem przychodzi wiadomość, że był pilotem jednego z samolotów biorących udział w ataku na World Trade Center w 2001 r. Niemiecki autor Carsten Brandau wykorzystał rzeczywiste postaci i historię do stworzenia patchworku łączącego elementy poematu miłosnego, arabskiej baśni i seansu psychoanalitycznego. Ważnym pytaniom o naturę relacji międzyludzkich: czy można naprawdę poznać osobę, z którą dzieli się życie, czy można wpłynąć na jej wybory życiowe i czy jest się za nią współodpowiedzialnym, towarzyszą powierzchowne portrety głównych bohaterów i zbanalizowany obraz ich motywacji. W spektaklu Marcina LiberaTeatrze Studio na pierwszy plan wysuwa się właśnie ta powierzchowność. Nie ma osób z krwi i kości, zostały jakieś cienie (w lunatycznym wykonaniu Leny Frankiewicz, Marcina Bosaka i Mirosława Zbrojewicza). Nie ma historii – jest tekst, wykrzyczany i wyśpiewany na arabską modłę. I jest inscenizacja: mikrofony, projektor, lustra, zdjęcia. Jeśli miała to być krytyka schematycznego, odpersonalizowanego przedstawiania Arabów po 11 września – to sama także nie wyszła poza schemat.

 

Carsten Brandau, Koniec to nie my, reż. Marcin Liber, Teatr Studio w Warszawie

Polityka 37.2013 (2924) z dnia 10.09.2013; Afisz. Premiery; s. 69
Oryginalny tytuł tekstu: "Schematem w Araba"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Za jakie grzechy? O co proboszcz procesuje się z parafianami

Ki diabeł?! – pomyślała pani sołtyska, gdy dostała wezwanie na komisariat. Wnet się jednak okazało, że żaden diabeł, tylko ksiądz postanowił ścigać parafian na drodze prawnej.

Zbigniew Borek
04.07.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną